Fundacja Rodzić po Ludzku - Macierzy?stwo po francusku

Macierzy?stwo po francusku

Mój syn Luca mia? oko?o trzech dni, kiedy piel?gniarka po?o?y?a na moim szpitalnym ?ó?ku ma?? karteczk?. - Co to? - zapyta?am zdezorientowana, podnosz?c si? z fotela, na którym usi?owa?am karmi? piersi?. Piel?gniarka u?miechn??a si? uwodzicielsko. - C'est pour votre mari - zamrucza?a tajemniczo. To dla pani m??a.

Skierowanie dotyczy?o tradycyjnej we Francji procedury, okre?lanej jako la rééducation périnéale apres accouchement, czyli poporodowa gimnastyka krocza. Jestem o wiele za wstydliwa i tchórzliwa, ?eby z detalami opowiedzie?, na czym to polega, ale prawie ka?da francuska matka przez ten rytua? przechodzi. Powiedzmy, ?e przypomina to rozszerzony kurs gimnastyki okolic miednicy, w czasie którego wykorzystuje si? tak?e specjalne urz?dzenie elektryczne maj?ce wzmocni? mi??nie kana?u rodnego. - To po to, ?eby? znowu mog?a si? kocha?! - wykrzycza?a jedna z moich wyj?tkowo otwartych francuskich znajomych. - I ?eby? szybko zasz?a w nast?pn? ci???! I urodzi?a mnóstwo nast?pnych dzieci!

Chyba ?artowa?a. Seks to ostatnia rzecz, na jak? mia?am ochot?. Dopiero co urodzi?am po trudnej, zagro?onej ci??y. Sam poród by? stosunkowo bezbolesny, dzi?ki francuskiemu systemowi faszerowania pacjentki narkotykami. Po wszystkim jednak czu?am si?, jakbym boso przebieg?a maraton. By?am wyko?czona. - B?dzie pani potrzebowa?a antykoncepcji? - zapyta?a nazajutrz po?o?na. - Sk?d - odpowiedzia?am, - ale mo?e ma pani valium?

Okazuje si?, ?e moja reakcja by?a nietypowa. Zamiast usi?owa? karmi? piersi? (na co we Francji krzywo si? patrzy, bo psuje biust), powinnam by?a skoncentrowa? si? na sprawianiu przyjemno?ci m??owi. A to dopiero pocz?tek rzeczywisto?ci, która czeka?a mnie jako jeune maman.

Przeprowadzka do Francji oznacza?a dla mnie konieczno?? podj?cia swoistych studiów antropologicznych. Chocia? mój m?? jest Francuzem, nie mia?am poj?cia, jak tu wygl?da poród czy wychowanie dziecka. Czeka? mnie prawdziwy wstrz?s. Dziecko przysz?o na ?wiat dwa tygodnie po mojej przeprowadzce do Pary?a, a urodzi?am je w publicznym szpitalu w niezbyt szykownej dzielnicy. Nie zdecydowa?am si? na szpital brytyjski czy ameryka?ski, jak wiele tutejszych imigrantek, bo mój publiczny oddzia? po?o?niczy dysponowa? najlepszym we Francji zapleczem opieki nad noworodkiem, a tak?e zatrudnia? paryskiego doktora Spocka, profesora René Frydmana.

To w?a?nie Frydman przyj?? Luc? (wyci?gaj?c go czym? w rodzaju odkurzacza), a potem wyja?ni? mi, dlaczego powinnam wykona? la rééducation périnéale. Z wszelkimi szczegó?ami opisywa? zalety tej procedury i wyja?nia?, ?e za sze?? tygodni b?d? mog?a "kocha? si?" z m??em. Bo?e, jaka by?am za?enowana. Powiedzia? w?a?nie "kocha? si?", a nie "wspó??y?". Gapi?am si? w pod?og?. Prze?y?am prawie tuzin wojen i zdarza?o mi si? tygodniami dzieli? namiot z ?o?nierzami. Ale w sercu pozosta?am anglosask? cnotk?. Dopiero co urodzi?am w obecno?ci chyba ca?ego szpitalnego personelu (sala by?a pe?na ludzi, którzy mi kibicowali - w pewnej chwili zdawa?o mi si? nawet, ?e rozpozna?am kierowc? karetki), ale nie by?am gotowa rozmawia? o czymkolwiek znajduj?cym si? poni?ej pasa.

Okazuje si?, ?e pocz?tki la rééducation périnéale si?gaj? ko?ca I wojny ?wiatowej, kiedy wszyscy m?odzi Francuzi wygin?li, wi?c kobiety musia?y jak najcz??ciej rodzi?, ?eby wyprodukowa? maksymaln? liczb? nowych Francuzików. Argumentowano, ?e dzi?ki ?wiczeniom okolic miednicy b?d? szybciej gotowe do uprawiania seksu (a co za tym idzie, tak?e do rodzenia mnóstwa dzieci). Zrobi?am co mi kazano, ale min?? prawie miesi?c, zanim wybra?am si? do kinezyterapeutki (w skrócie kine), czyli kogo? w rodzaju rehabilitantki, pulchnej Alzatki imieniem Sophie. Kiedy za?o?y?a gumowe r?kawice, zrobi?o si? nerwowo. Zdenerwowa?am si? jeszcze bardziej, kiedy podesz?a do mnie z "sond?", wygl?daj?c? jak bia?a elektryczna ró?d?ka. Tylko nie to, pomy?la?am, szykuj?c si? do ucieczki. Sophie nie zwraca?a na to uwagi. Dzier?y?a sond? jak miecz i wetkn??a j? gdzie trzeba. Kiedy urz?dzenie znalaz?o si? na miejscu, kaza?a mi po francusku "?cisn??". Potem mia?am zamkn?? oczy i wizualizowa?. Zamkn??am oczy, bo by?am przera?ona, i ?ciska?am przez kolejne 15 minut.

Rozmawia?am o tym strasznym do?wiadczeniu z innymi m?odymi kobietami, samymi Francuzkami, i wszystkie uzna?y, ?e dramatyzuj?. To przecie? nic wielkiego, przyjemna chwila relaksu. Powiedzia?am im, ?e wola?abym si? relaksowa? w ?ó?ku z "Paris Matchem".

Odby?am 15 seansów op?aconych przez francuskie pa?stwo, a potem lekarz wystawi? mi skierowanie na 10 kolejnych, tym razem na mi??nie brzucha. Tak - dosta?am prywatnego trenera na koszt podatnika, ?eby mój brzuch wróci? do formy. To oczywi?cie wyja?nia, dlaczego Francuzki wciskaj? si? w obcis?e d?insy w miesi?c po porodzie.

Ca?e to do?wiadczenie, cho? szokuj?ce, mia?o swoje zalety. Na przyk?ad nauczy?am si? wielu francuskich s?ów, g?ównie z dziedziny anatomii, których zapewne wi?cej nie wykorzystam. P?cherz, moczowód, nerki, woreczek ?ó?ciowy, punkt G i dno miednicy. Sophie pilnowa?a te? mojej diety. "La régime - ca va?" powtarza?a. Wyja?nia?am, ?e jem, co chc?, powo?uj?c si? na karmienie piersi?. Sophie tylko wzrusza?a ramionami.

Ca?e do?wiadczenie porodu we Francji sprawi?o, ?e nabra?am wyj?tkowego szacunku dla tutejszych kobiet. Francuzki rodz?, podrzucaj? dziecko do ??obka, finalizuj? fuzje i przej?cia, uwodz? m??a przepysznym blanquette de veau, a potem wskakuj? w te same d?insy, w których chodzi?y jako szesnastolatki - wszystko to w par? tygodni po porodzie.

Zrzucenie wagi zaj??o mi cztery lata, a przez pi?? pracowa?am nad odzyskaniem koncentracji sprzed ci??y. Co do blanquette de veau - mój m?? przez sze?? miesi?cy od?ywia? si? daniami z pobliskiej w?oskiej knajpy.

Francuzki zachodz? w ci??? prawie bez przerwy (im wi?cej ma si? tu dzieci, tym wi?cej pieni?dzy dostaje si? od pa?stwa. Dostaje si? fors? na wszystko - od pieluch po opiekunk?). Nie maj? cellulitu, rozst?pów, ani innych przypad?o?ci, bo zazwyczaj m?odo zostaj? matkami. Nie czekaj? z dzieckiem, jak ja, praktycznie do emerytury.

Och, no i nie tyj? w ci??y. Wolno im przybra? najwy?ej 13 kilo, ale wi?kszo?? nigdy nie osi?ga tej granicy. Nie zapomn? swojego smutku po spotkaniu ci??arnej kole?anki, na tydzie? przed moim porodem. Zamówi?am dwa ciastka i gor?c? czekolad?. Ona zamówi?a zielon? herbat?. - Nie jesz? - zapyta?am. - Chc? si? zmie?ci? w bikini - odpowiedzia?a. - Wyje?d?amy z Paulem na Wielkanoc. Zostawiamy dziecko z babci?.

Francuzki nie ?wicz?, jak my - nie musz?. Od czasu do czasu id? na basen, albo troch? pobiegaj? po Ogrodach Luksemburskich. A kiedy dziecko stanie na w?asnych nogach, pojawia si? kolejny aspekt francuskiego macierzy?stwa: wrzaski. Kiedy je pierwszy raz us?ysza?am na placu zabaw, nie wierzy?am w?asnym uszom. Ty potworku! Ty draniu! Ty kretynie! - We Francji doktor Spock ma opini? przes?odzonego - ?mieje si? znajoma psycholo?ka dzieci?ca.

I cho? to si? mo?e wyda? bezduszne, ich dzieci s? niesamowicie grzeczne. Jako pi?ciolatki wiedz?, jak si? je ?limaki. Mówi? "Bonjour, madame" i "Au revoir, madame", kiedy si? przychodzi z wizyt? do ich rodziców, zamiast zignorowa? go?cia siedz?c przed telewizorem. Francuskie wychowanie najwyra?niej dzia?a.

Wielka francusko-ameryka?ska matka, tancerka i ?piewaczka Josephine Baker (adoptowa?a du?o dzieci i wychowa?a je na francuskiej wsi) okre?li?a swoje francusko-ameryka?skie do?wiadczenia, jako "deux amours". Zgadzam si? z ni? ca?kowicie. Uwielbiam obydwie strony macierzy?stwa. Ta anglosaska (czy w moim przypadku, raczej w?osko-ameryka?ska) uczy mnie, ?e w macierzy?stwie chodzi o mojego syna. Strona francuska natomiast uczy, ?e chodzi te? o mnie - o dno miednicy i nie tylko.

17.04.2009 Janine di Giovanni, The Guardian
?ród?o: www.onet.pl