Fundacja Rodzić po Ludzku - Po?o?na przyjmuj?ca porody w domu

Po?o?na przyjmuj?ca porody w domu

S? kobiety czuj?ce si? bezpieczniej w szpitalu, ale s? i takie, które pe?ne poczucie bezpiecze?stwa, nawet w tak wa?nej, cz?sto trudnej chwili, jak? jest poród, osi?gn? tylko w domu. Wspinaczka na wysok? gór? - mówi pani Ewa.

 

Poród jest jak wspinaczka na wysok? gór?. Mo?emy tam wej?? samodzielnie, w?asnym rytmem, odpoczywaj?c, kiedy chcemy. Mo?emy te? by? wci?gni?ci na linach, holowani i popychani. Poród w domu to taka cudowna wspinaczka, podczas której jest czas na ogl?danie po drodze wszystkiego, co pi?kne - mówi Ewa Janiuk, jedyna chyba na Opolszczy?nie po?o?na przyjmuj?ca porody w domu. Do tej pory ma ich na swoim koncie dziesi??, a ka?dy to osobna fascynuj?ca historia. Najstarsze dziecko urodzone w domu pod jej kuratel? ma ju? trzy lata.

A? dziw bierze, gdy pomy?le?, ?e jako m?oda, acz ju? ze sporym do?wiadczeniem po?o?na, Ewa by?a zagorza?? przeciwniczk? rodzenia w domu.

- Kiedy m?? powiedzia? mi, ?e jego kolega nie stawi? si? na jaki? wa?ny egzamin, bo jego ?ona rodzi?a i do tego w domu, nie posiada?am si? z oburzenia - opowiada. - By?am bliska z?apania za telefon i powiedzenia im, jacy to s? nieodpowiedzialni, szafuj?c zdrowiem dziecka i matki. Teraz widz? to zupe?nie inaczej, chocia? rozumiem reakcje po?o?nych pracuj?cych z ginekologami, gdy s?ysz? o porodach w domu. To wci?? jeszcze ma?o popularna forma.

Widzi inaczej m.in. dlatego, ?e mia?a mo?liwo?? obserwowania porodów nie tylko od strony sali porodowej, gdzie pracowa?a i gdzie kobiety przywo?ono "na chwil?", rodzi?y, po czym definitywnie znika?y z oczu personelu. Sama trafi?a do szpitala ze swoj? drug? ci???. Le?a?a plackiem pó? roku na dziesi?cioosobowej sali, patrzy?a, my?la?a. Urodzi?a w szpitalu. Wysz?a do domu.

Szybko okaza?o si?, ?e przy dwójce maluchów praca na zmiany, w tym nocne, odpada. Do tego m??a przeniesiono s?u?bowo do Opola, zacz?li budow? domu. Konieczna by?a przeprowadzka ze Strzelec Opolskich i podj?cie pracy w tzw. ?rodowisku.

- By?am zrozpaczona, p?aka?am jak krokodyl, bo uwielbia?am przyjmowa? na ?wiat maluchy, uwielbia?am przebywa? na sali porodowej - opowiada Ewa. - By?am przekonana, ?e praca po?o?nej w przychodni dla kobiet czy w ?rodowisku w?a?nie nie mo?e by? ciekawa. Na szcz??cie szybko okaza?o si?, ?e jest inaczej.

Tymczasem zaliczy?a prac? w szkole rodzenia, spotka?a kilka par, których maluchy przysz?y na ?wiat we w?asnych domach. - Wszystko mi si? zacz??o nieco wywraca?, bo czego innego uczono mnie w szkole, a co innego opowiadali ludzie, którzy urodzili w domu. Szkolono mnie do wy?apywania wszelkich patologii, tymczasem tutaj otwiera?y si? zupe?nie nowe horyzonty i doznania. Zacz??am dostrzega? fakt, ?e szpital kojarzony jest z chorob?, a wi?c umieszczanie rodz?cej w szpitalu to wysy?anie do niej pewnych okre?lonych sygna?ów. Owszem, s? kobiety czuj?ce si? bezpieczniej w szpitalu, ale s? i takie, które pe?ne poczucie bezpiecze?stwa, nawet w tak wa?nej, cz?sto trudnej chwili, jak? jest poród, osi?gn? tylko w domu.

Nawi?za?a kontakt z fundacj? "Rodzi? po ludzku" oraz ze Stowarzyszeniem na rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia. Gromadzi?a argumenty za, wci?? jednak nie by?a do ko?ca przekonana, chocia? pami?ta?a o tym, ?e jej w?asna siostra urodzi?a si? w domu, a prababka by?a wzywana do wszelkich wiejskich porodów. - Bo?e, jak ja teraz ?a?uj?, ?e nie s?ucha?am opowie?ci babci o "babskich" trikach stosowanych przez jej mam? przy porodach... - wzdycha.

Pierwsza para, która urodzi?a w domu pod jej okiem, znalaz?a j?, a nie ona ich. M?ode "ma??e?stwo w ci??y" szuka?o po?o?nej, która przyj??aby dziecko w warunkach domowych. Gdy w ko?cu trafili na Ew?, nie od razu j? przekonali. Pertraktacje trwa?y praktycznie do rozwi?zania, chocia? po drodze zd??yli si? ju? dobrze zaprzyja?ni? (notabene przyja?? trwa do dzi?).

Uzna?a ich racje. Mówili o poczuciu bezpiecze?stwa, intymno?ci, byciu razem. Chcia?a tylko jednego: obietnicy, ?e gdyby co? sz?o nie tak, jedziemy natychmiast do szpitala. Posz?o dobrze.

Na czym polega wy?szo?? porodu w domu nad porodem w szpitalu?

- Wy?szo??? - ?mieje si?. - Powiem tak: do porodu w szpitalu rodz?ca szykuje sobie wielk? torb?, kosmetyczk?, koszul? nocn?, gazet? do poczytania, telefon komórkowy, kapcie. Do porodu w domu to ja szykuj? dres, telefon, klapki, no i sprz?t jednorazowy, który najcz??ciej nie jest potrzebny (no, owszem, no?yczki do przeci?cia p?powiny przydaj? si? zawsze). Ona, matka, jest po prostu u siebie, razem z m??em, czasem z dzieckiem, siostr? czy mam?. To ja jestem go?ciem, i to go?ciem do jej dyspozycji. Nikt si? nie spieszy, nikt nie patrzy na zegarek, nie musi gdzie? wychodzi? czy dok?d? wraca?.

Dla porodów w domu charakterystyczna jest - zdaniem Ewy - obecno?? zaprzyja?nionej kobiety, przyjació?ki przysz?ej mamy. - To odwieczna tendencja: zawsze, w ka?dej kulturze, rodz?ce otoczone by?y ca?? plejad? ?yczliwych i do?wiadczonych kobiet. To zupe?nie naturalne.

Dlatego m.in., bo oczywi?cie najwa?niejsze s? wzgl?dy medyczne, raczej niemo?liwe jest uczestnictwo w porodzie w domu z marszu. - Musz? pozna? matk? i ojca, dom, panuj?ce w nim zwyczaje. ?aden wywiad ?rodowiskowy czy taki robiony podczas przyj?cia na porodówk? tego nie zast?pi - mówi Ewa. - Po prostu musimy sta? si? przyjació?mi.

Najbardziej boi si?, ?e tendencja do rodzenia w domu stanie si? mod?. Nic gorszego nie mog?oby si? przytrafi?. - Tu moda nie powinna mie? znaczenia. Nie ka?da para mo?e rodzi? w domu, nie zawsze to jest bezpieczne. Dlatego ba?abym si? nieprzemy?lanego uporu w kwestii rodzenia poza szpitalem - mówi Ewa.

 

Beata ?abutin
Gazeta Wyborcza, 2006-08-25