Panie Doktorze,
domy?lam si?, ?e nie ma Pan poj?cia, po co da?am Panu te kartki. D?ugo dojrzewa?am do tego, aby to zrobi?. Nadal cz??? mnie uwa?a, ?e to nie ma sensu. Ale z drugiej strony nigdy nie odwa?y?abym si? zacz?? z Panem rozmowy na ten temat. Podejrzewam te?, ?e nie uda?oby mi si? powiedzie? tego wszystkiego tak, aby mia?o to sens – bez niedomówie?. Wierz? te? w to, ?e trzeba umie? zmierzy? si? z tym, co ci??kie i dla nas niewygodne emocjonalnie.
Dzi?kuj? za bezpieczne wykonanie zabiegu. Powinnam te? podzi?kowa? za to, ?e nie udawa? Pan, ?e mnie nie zna - a w sumie móg?by Pan powo?a? si? na procedury. Domy?lam si?, ?e od strony zawodowej nie ma Pan sobie nic do zarzucenia. Ja równie? nie podwa?am Pana kompetencji. Wiem równie?, ?e jedna trudna pacjentka jest niczym w porównaniu z wieloma zadowolonymi. Tylko chcia?abym poradzi? sobie z poczuciem kompletnego pozostawienia mnie w tej sytuacji samej.
Nie wydaje mi si?, abym w jakikolwiek sposób naruszy?a Pana granice. Dzwoni?am tylko 4 razy w godzinach Pana pracy do gabinetu prywatnego na telefon do recepcji. Pierwszy raz dzwoni?am na dwa dni przed umówion? pierwsz? wizyt? ju? w ci??y. Zacz??am plami?. Odes?a? mnie Pan za po?rednictwem swoich pracownic na SOR. Pomijaj?c szczegó?y: zosta?am tam pouczona, ?e to nie jest sytuacja zagro?enia ?ycia. Wróci?am grzecznie do domu i stawi?am si? jakby nigdy nic na wizyt?. Tydzie? pó?niej by?am na niej znowu. Zleci? Pan badania. Zrobi?am je i niestety wysz?y dosy? podwy?szone wyniki przeciwcia? IgG przy toxoplazmozie. Piel?gniarka oddaj?c mi wyniki poradzi?a kontakt z lekarzem. Zadzwoni?am wi?c - niestety znowu tak samo. Nie ma mo?liwo?ci kontaktu z lekarzem prowadz?cym. Co ciekawe, pierwszy z brzegu lekarz zajmuj?cy si? (w szpitalu) chorobami zaka?nymi zinterpretowa? wyniki i zaleci? zrobienie awidno?ci przeciwcia? i w przypadku uzyskania wyniku niskiego – szybki kontakt z lekarzem prowadz?cym i podj?cie antybiotykoterapii. Dodam, ?e nie by?a to konsultacja prywatna.
No i ten koszmarny pi?tek… Zacz??am krwawi? mocniej ni? dotychczas. Zadzwoni?am do Pana. Powiedzia?am na recepcji, ?e nie pójd? znowu na SOR, bo niewiele to da, je?eli znowu kto? tam uzna, ?e przesadzam. (Zreszt? o tym przekona?am si? ju? wkrótce, wij?c si? z bólu na noszach i czekaj?c 40 minut na reakcj? ze strony pracowników IP. Sytuacja nie by?a, jak wida?, a? tak powa?na mimo obfitego krwawienia i bardzo niskiego ci?nienia, poniewa? lekarz na oddziale ginekologii zaj?? si? mn? dopiero prawie 2 godziny pó?niej, chocia? s?owo „zaj??” jest tutaj znaczn? nadinterpretacj?.) Potrzebowa?am tylko minuty rozmowy z lekarzem: chcia?am wiedzie?, czy to jest powa?ne? Czy szuka? pomocy? Niestety mimo obietnicy oddzwonienia, nie doczeka?am si?. Sama skontaktowa?am si? raz jeszcze z gabinetem. Pan ju? wyszed? i zaleci? wzi?? wi?cej duphastonu. Zadzwoni?am do innej przychodni. Powiedzia?am, w czym rzecz. Piel?gniarka b?yskawicznie skonsultowa?a si? z lekarzem - kaza? przyj?? na usg i wtedy mia? podj?? decyzj?, co robi? dalej. O 15:00 by?am na ostatnim w ci??y usg. Dziecko ?y?o, uros?o - pomimo obfitego krwawienia lekarz mnie uspokoi?, kaza? le?e? i bra? leki. Niestety 3 dni pó?niej oko?o po?udnia wiedzia?am ju?, ?e jest bardzo ?le. Nawet nie próbowa?am kontaktowa? si? z Panem, bo i po co? Resztk? nadziei poprosi?am tylko w karetce o zawiezienie mnie do szpitala, w którym Pan pracuje. Od przyjazdu na oddzia? ratunkowy do decyzji lekarza o zabiegu odezwa?am si? 3 razy. Na pytanie, kto jest moim lekarzem prowadz?cym, nie wiedzia?am co powiedzie?...
Ostatni raz zadzwoni?am tylko po rad? w kwestii zabiegu. Czeka?am 2,5 h na reakcj?...
Przykro mi równie? z tego powodu, i? nie znalaz? Pan chwili na to, by spokojnie wyja?ni? mi wszystkie w?tpliwo?ci i przekaza? zalecenia. Wystarczy?o rzuci? na odchodne, ?ebym przysz?a na wizyt? za 4 tygodnie.
Nie wydaje mi si?, ?ebym nadszarpn??a Pana czas i cierpliwo??. Nie czuj? te?, abym zrobi?a co? z?ego oczekuj?c mo?liwo?ci kontaktu z lekarzem, któremu zaufa?am - zw?aszcza w sytuacji, w której jak wida? nie symulowa?am i nie przesadzi?am, i która nie znalaz?a szcz??liwego fina?u. Prosz? mi uwierzy? w to, ?e gdyby moja ci??a przebiega?a prawid?owo, nie zobaczy?by mnie Pan cz??ciej ni? to by?oby konieczne, bo od wczesnego dzieci?stwa boj? si? lekarzy i id? do nich tylko wtedy, gdy naprawd? musz?. Nie jestem hipochondryczk?. W domu nie mam nawet leków przeciwbólowych. Jestem twarda i konsekwentna - wi?c wiele mog? znie??, a pomocy szukam, gdy wiem, ?e dzieje si? co? z?ego.
Prosz? te? si? nie obawia? - niczego od Pana nie oczekuj?. Domy?lam si?, ?e ten list trafi do kosza, a ja na pó?k? durnych pacjentek. Pomy?la?am tylko, ?e mam prawo podzieli? si? tym, co prze?y?am, tylko tyle. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduj? si? na kolejne dziecko. I nie ze wzgl?du na to, ?e mo?e znowu spotka? mnie taka tragedia. Problemem jest to, ?e nigdy nie chce ju? trafi? na oddzia? ginekologiczny. A w szczególno?ci nie chc? trafi? na oddzia? ginekologiczny w szpitalu na ul. Lwowskiej... I nigdy ju? nie chc? w sytuacji problemu dobija? si? bezskutecznie do kogo?, kto zgodzi? si? zaopiekowa? mn? i moim dzieckiem. A niestety nie mam ?adnych gwarancji, ?e mo?e by? inaczej. Bo tak trudno b?dzie zaufa? lekarzowi…
Ko?cz?c, ?ycz? przede wszystkim wi?cej czasu tak, aby móg? Pan znale?? w sobie to, co by?o i jest dla Pana wa?ne. I mimo wszystko polubi?am Pana jako cz?owieka i ca?y czas walcz? z dysonansem poznawczym podecyzyjnym (te? znam trudne terminy), bo 13 lat temu spotka?am lekarza, który potrafi? przyj?? do pacjentki tu? przed ko?cem dy?uru i powiedzie?, ?e wszystko b?dzie dobrze. Opiekowa? si? mn? lekarz, który potrafi? przyjecha?, aby zrobi? mi usg, bo jego kolega po fachu na swoim niedzielnym dy?urze wprawia? si? w usg i wysz?o mu, ?e moje dziecko ma koszmarne zmiany w mózgu i nie ma prawa ?y?. Kiedy? mia?am wspania?ego lekarza, który pozwoli? mi uwierzy?, ?e wcze?niak to ?adna tragedia. Mia?am lekarza, który ?artowa? ze mn? podczas cesarskiego ci?cia, ?e overlocka ?adnego mi za?o?y? i b?d? jak „prawie” nowa. 13 lat temu spotka?am lekarza, który pomóg? mi przetrwa? na oddziale patologii ci??y prawie 4 koszmarne miesi?ce. I chocia? wiem, ze czas du?o zmienia - zaskoczy? mnie tym, ?e jednak tak bardzo zmienia...zw?aszcza ludzi.