Prze?y?am dramatyczne poronienie. Kiedy? nie rodzi?am po ludzku, teraz nie poroni?am po ludzku. Nie mog? poradzi? sobie z tym, jak mnie potraktowano. Strata dziecka jest tragedi? (nie jest istotne, który to tydzie? ci??y), ale to, co mo?e nas spotyka? przy tym, to mo?e by? ju? ponad ludzkie si?y. Nie godz? si? na takie traktowanie kobiet! Mam do??! Po pobycie na patologii ci??y i pierwszej ci??y dochodzi?am do równowagi psychicznej kilka lat. Nie chcia?am mie? kolejnego dziecka, bo parali?owa? mnie strach. Gdy si? zdecydowa?am, spotka?o mnie to, czego si? ba?am najbardziej - a ba?am si? ponownego spotkania z oddzia?em ginekologii.
Czy naprawd? tak musi by?? Czy gdzie? w Polsce jest normalnie - po ludzku? Tym razem nie b?d? milcze? i zmaga? si? z traum? i bra? na siebie wszystkiego. 13 lat nie potrafi?am mówi? o okresie ci??y i porodzie. Teraz przez dwa dni te? milcza?am w ca?kowitej samotno?ci - bez zainteresowania lekarzy. Kazano mi decydowa? w sprawach medycznych, których nie zna?am - ale mia?am podpisa? papierki i siedzie? cicho. Gdy odmówi?am - spotka?a mnie nale?yta kara: by?am traktowana jak przezroczysta. Spisa?am sobie to wszystko, bo wtedy jest ?atwiej uporz?dkowa? emocje i poradzi? sobie z bólem. Na pi?mie wygl?da to jeszcze bardziej dramatycznie... Dlaczego do Was pisz?? Bo musz? si? z kim? tym podzieli?. Bo gdy przyzna?am si? kole?ankom okaza?o si?, ?e tez przesz?y dramatyczne poronienia i mia?y podobne prze?ycia, ale milcza?y - bo wstyd, bo czu?y si? winne, bo nic to nie da...
O pierwszej ci??y pisa? nie b?d?. Zaznaczam, i? powik?ania w niej mia?y miejsce z powodu zaniedbania przez lekarza zapalenia dróg moczowych, w wyniku czego grozi? mi przedwczesny poród w 25 tygodniu ci??y. My?la?am te?, ze sporo ju? zapomnia?am. Niestety… Najgorsze jest to, ?e jedyne, czego si? ba?am to by?o znowu odarcie mnie z godno?ci w szpitalu. Przepraszam za chaos, ale s? to zapiski pe?ne emocji i uzna?am, ?e takie s? najbli?sze temu, co si? sta?o.
Sama interpretowa?am wyniki bada? - bo rutyna pozwala lekarzom na ignorowanie morfologii i innych. Nie dosta?am ?adnych wskazówek, zalece?. Nikt nie porozmawia? ze mn? po tym, co si? sta?o. Dla nich to by?y tkanki, worek p?odowy itp. A dla mnie dziecko, które widzia?am i które mia?o ju? paluszki u r?czek... Nie pytano mnie, czy mog? by? rezydenci podczas zabiegu, nikt nie powiedzia? mi, czego mog? si? spodziewa? po tym zabiegu. Ze wzgl?du na to, ?e odmówi?am go w pierwszej chwili, traktowano mnie jak pacjentk? problemow?. W ?aden sposób nie wyja?niono mi, dlaczego na tym oddziale ów zabieg jest wykonywany rutynowo, skoro na innych mo?na go nie wykonywa? w okre?lonych przypadkach. Gdy dr??y?am temat, zniecierpliwiony lekarz przyzna?, ?e jest takie podej?cie, ale trzebaby mnie by?o monitorowa? usg co kilka dni, czyli jednym s?owem zawraca?abym g?ow?, a tak jest prosto: wyczyszczona=do domu=w papierach porz?dek=?wi?ty spokój! Zrobi?- zapomnie?! Jedyne czego dopilnowa? tego wieczora to mojego podpisu pod jego hieroglifami, ?e odmawiam zgody ma zabieg. Pomijam ju? fakt, ze w owej zgodzie by?a oddzielna rubryczka z koniecznym podpisem pod o?wiadczeniem, ze nie jad?am i pi?am przynajmniej 6 godzin przed zabiegiem, bo grozi to powa?nymi konsekwencjami. Tego podpisa? nie mog?am. Od rana wymiotowa?am i ok. 16 ju? w szpitalu poprosi?am o wod?.
Jak by?o? Nikt nie zaj?kn?? si? nawet, ?eby mi wyt?umaczy?, czy ta sytuacja mo?e si? powtórzy? itp. Po?o?ne - piel?gniarki wy?ywa?y si? na pacjentkach. Kiedy chcia?am si? dowiedzie?, jakie s? zalecenia po zabiegu, co mog? robi? a czego nie, ile b?d? krwawi? - pani doktor a? si? zatchn??a. Jak mog?am przerwa? jej szybki obchód, przecie? czeka?a pizza w pokoju dy?urnym! Mia?am rozerwane w 4 miejscach ?y?y po nieudolnych wk?uciach praktykantek. Sama wyjmowa?am wenflon, bo pani po?o?na nie raczy?a plastra przytrzymuj?cego zmoczy?. Na moj? uwag?, ?e strasznie boli takie „rwanie”, z oburzeniem stwierdzi?a: „przecie? to nie jej wina, ?e plaster si? mocno trzyma!”. Poprosi?am, ?eby po prostu by?a uprzejma. Zacz??a na mnie krzycze?. Wysz?am z pokoju zabiegowego. Lekarka, któr? poprosi?am o zdj?cie wenflonu, odmówi?a z oburzeniem, ?e tu s? procedury. Kiedy powiedzia?am, ?e do tej po?o?nej nie wróc?, pani doktor po?egna?a mnie sycz?cym: "Do widzenia, ?egnam!".
Dzie? po poronieniu podczas kontrolnego usg pani doktor ze szczerym zdziwieniem zapyta?a mnie, czy ?le si? czuje, bo taka jestem smutna. W po?owie zdania stwierdzi?a: „No bo chyba nie chodzi o to poronienie nie???” Nie no sk?d!
Wybra?am lekarza, któremu zaufa?am 13 lat temu. Kompetentny i mi?y, tylko... niedost?pny. Prowadzi? mo?e ci??? chyba tylko zdrow?, która przebiega prawid?owo od wizyty do wizyty. Nie by?o z nim kontaktu, gdy zacz??y si? pierwsze plamienia, kiedy zacz??o by? gorzej, by?am sama. Nie mog?am si? w ?aden sposób z nim skontaktowa?. Wyl?dowa?am w szpitalu i pó? popo?udnia odbija?am si? do niego w sprawie porady, czy robi? zabieg.
Poroni?am pod prysznicem w szpitalu - wbrew temu co mówi? ordynator - specjalista, do którego nie ma terminów na wizyty prywatne. Zobaczy?am moje dziecko na posadzce w brudnej ?azience szpitalnej ... Co mog?am zrobi?... Owin??am w r?cznik i zabra?am ze sob?. Posz?am do ordynatora, ?eby mu powiedzie?, ?e chyba oczy?ci?o si? wszystko, bo poroni?am ca?kowicie. Pan doktor poproszony dwukrotnie o rozmow? nawet nie wsta? z ko?ca pokoju, przerwa? rozmow? z pani? doktor i rzuci?: ”co tam?” Nie chcia?am wszystkiego t?umaczy? w drzwiach, przy ludziach. Ale musia?am. A on na to : „No i co? I co robimy?”. Oczywi?cie w karcie wypisu mam wpisane : poronienie chybione.
Chodzi?o mi o to, ze je?eli jest poronienie ca?kowite (a tak by?o, bo dziecko wypad?o w p?cherzu p?odowym w wodach) to mo?e zabieg nie musi by? konieczny.
Ale lekarz nie zainteresowa? si? tematem. W nocy mia?am gor?czk?, cierpia?am. Od 18 do 6 rano nikt do mnie nie zajrza?. A rano na obchodzie zosta?am przedstawiona jako pacjentka, która nie chce zabiegu. Zaprotestowa?am, ze nie: nie chc? - tylko chc? wiedzie?, czy jest konieczny.
Przypadkiem obejrza?am wyniki morfologii. Od zawsze mam bardzo niska liczb? bia?ych krwinek. W ci??y podskoczy?y mi nieznacznie. I nagle mam ich 18 500 tys. przy normie 10 000 (w ci??y nawet 15 000) – co by? mo?e ?wiadczy?o o zaka?eniu. Dodatkowo przez ostatnie dwa dni strasznie mnie bola? brzuch w taki piek?cy sposób. (Wynik histopatologii i wymazów ju? po wyj?ciu ze szpitala potwierdzi? stan zapalny).
Kiedy pojawi? si? mój lekarz powiedzia?am mu o tym, ?e martwi? mnie te wyniki i to, ze mam stan gor?czkowy. By? zdziwiony, bo byli gotowi mnie wypisa?, ale…
Jak wygl?da?o przygotowanie do zabiegu? ?adnego nie by?o. Najistotniejsze by?o to, czy podpisa?am zgod? na zabieg i nawet ju? nie musia?am uzupe?nia? (sama!!!) ankiety dla anestezjologa. Zreszt? nie widzia?am go przed zabiegiem, mimo tego ?e w owym dokumencie musia?am podpisa?, ?e poinformowa? mnie o zagro?eniu, warunkach i sposobie przeprowadzenia znieczulenia ogólnego. Na zabieg zosta?am „wykrzyczana” z korytarza przez piel?gniarki: moje nazwisko s?ycha? by?o na ca?ym oddziale jak na jakim? jarmarku! "I?? i si??? pod gabinetem zabiegowym na pomara?czowych krzese?kach!" Na mi?o?? bosk?, czy naprawd? ju? tak bezosobowo jestem traktowana, ?e mówi? do mnie bezokolicznikami?!?!? A co dalej? Wesz?am do sali - by?o w niej z 8 osób. Arogancki m?ody lekarz za biurkiem z papierami rzuci? : "Majtki pani zdj??a?" Anestezjolog zapyta?, gdzie jest moja zgoda i czemu nie mam wenflonu. Piel?gniarki wyciera?y zakrwawiony fotel ginekologiczny po dopiero co zako?czonym zabiegu innej pacjentki. Nie informowano mnie o tym, co mnie czeka, ankieta nawet nie zosta?a zaszczycona rzutem oka. Lekarz nie zapyta? o nic. Mia?am wej?? na fotel i szerzej roz?o?y? nogi. Nie wiedzia?am, czego spodziewa? si? po podaniu znieczulenia, przestraszy?o mnie uczucie pieczenia i wiotczeniu w okolicy szcz?ki. Na szcz??cie jedyne przyjemne do?wiadczenie podczas tych koszmarnych dni to ten b?ogos?awiony sen - czarny, odcinaj?cy, g??boki.
Zosta?am wypisana bez zalece?. Nie wiedzia?am, czy mo?e mnie bole?, czy bra? jakie? leki, jak d?ugo b?d? krwawi?. Chcia?am te? wiedzie?, kiedy wróci wszystko do normy; powinnam dowiedzie? si? te?, kiedy mog? ewentualnie stara? si? o kolejna ci???. Dobrze by by?o, gdyby lekarz wyja?ni? mi potencjalne przyczyny. Oczekiwa?abym nieco naiwnie kilku s?ów pocieszenia. Nie dosta?am zwolnienia. Zapytany o to przypadkowy lekarz stwierdzi?, ?e mo?e mi wypisa? 2 dni. Dwa dni? I powrót do pracy? Jakby nigdy nic? Przepraszam, musz? przyzna?, ze us?ysza?am dwa zalecenia! Pani doktor rzuci?a na odchodne z u?miechem: „Nie wspó??y?!” ( Czyli? Ju? nigdy? ?eby nie zaj?? w ci??e? Czy tylko na chwil?? ). Kolejna bezcenna rada pad?a, gdy pani doktor truchcikiem zbiega?a pi?tro ni?ej na t? pizz?. "No chyba pani nie jedzie samochodem?" Ze stoickim ju? spokojem zapyta?am : "A to nie mo?na?" Lekko si? zmiesza?a: "No przecie? po narkozie to nie mo?na!". "Naprawd? pani doktor? A w zaleceniach tego nie mam!". Pani doktor kompletnie nie czuj?c ironii odpowiedzia?a, ?e przecie? to oczywisto?ci. I tak pouczona bez leków, zalece? wróci?am do domu. Niestety 4 dni pó?niej musia?am zadzwoni? na oddzia? z pytaniem o ból, który dopad? mnie z ogromn? si??. I co? Dowiedzia?am si?, ?e mo?na by?o wzi?? antybiotyk! Tak, bo antybiotyki pacjent kupuje w sklepie spo?ywczym na pó?ce z cukierkami. Sam równie? wie, kiedy i ile ich aplikowa?. Mo?e mnie te? tak bole?, bo „po poronieniu tak jest, ale jakbym mia?a gor?czk? to trzeba do lekarza”. I: "Niech pani sobie we?mie jaki? ketonal lub co? takiego!" Odpowiedzia?am, ?e nie mam takich leków w domu, bo s? na recept?. Pani doktor odpowiedzia?a: "Jak pani uwa?a." Powstrzyma?am si? od odpowiedzenia: "Uwa?am, ?e powinnam wzi?? ketonal!", chocia? mam wra?enie, ?e by?by to w?a?ciwy poziom sk?adniowy tej rozmowy.
I jeszcze jedno - jestem cz?owiekiem i mam prawo do godnego traktowania. Wiem, ?e dla lekarza jestem tylko kolejnym przypadkiem, a w swej praktyce codziennie bada i leczy mnóstwo kobiet. Ale dla mnie moje cia?o jest tylko moje. Mam w sobie wstyd, skr?powanie i poczucie, ?e nie jestem w sytuacji komfortowej. Nie pokazuj? cia?a obcym ludziom - tu musia?am to znie??. Mam prawo ?le znosi? t? sytuacj?. Le??c w ka?u?y krwi na le?ance w trakcie usg, kiedy lekarz niemal si?? rozwiera? mi nogi, ?eby by?o wygodniej zobaczy?, co si? dzieje, kiedy sonda usg penetrowa?a moje cia?o podczas kolejnych pulsuj?cych chlu?ni?? krwi, kiedy mnie to koszmarnie bola?o... Mia?am nie wstawa? i poczeka? na piel?gniarki, ?eby "to" oporz?dzi?y. Kiedy le?a?am naga w krwi - on uzupe?nia? papiery. Nie us?ysza?am od niego nic ponad : „No to robimy ?y?eczkowanie. Kiedy pani jad?a?” A ja my?la?am o tym, ?eby nie patrze? na siebie, nie spojrze? na to wszystko. Niestety ca?a by?am we krwi, czu?am j? pod plecami; ?okcie, ca?e d?onie. Kaza? mi si? ubra? i umy? r?ce do podpisania papierów. Co czu?am? Nic, kompletnie nic... Przesta?o tylko bole?...
Z wi?ksza doz? empatii spotka?am si? w sytuacji, w której musia?am po?egna? mojego ukochanego psa. Wiedzia?am, co j? czeka, jak wygl?da proces odchodzenia. Pani weterynarz wyrazi?a wspó?czucie. Szkoda, ?e nasi lekarze wyznaj? zasad?, ?e nie trzeba, ?eby ci? kochali, wystarczy, ?e si? boja, bo ich leczysz...
I jeszcze kilka pyta?! Zosta? mi pobrany materia? do histopatologii - o czym nie wiedzia?am, bo nikt nawet jednym s?owem nie zaj?kn?? si?, ?e to standardowa procedura po zabiegu. Zobaczy?am w karcie wypisu, ze mam si? po niego zg?osi?. Zapyta?am wypisuj?ca lekark?, po co to badanie i czemu ma s?u?y?. Lekcewa??co machn??a r?k? – „to taka procedura. Jest taka straszna choroba trofoblastu i to po to”. No i si? dowiedzia?am... Dobrze, ?e domy?li?am si?, ?e ta straszna choroba (có? za profesjonalny j?zyk) to za?niad groniasty. Rzeczywi?cie, ze wzgl?du na powa?ne konsekwencje istotne jest zdiagnozowanie jej przy poronieniu. Jest tylko kilka „ale”! Po pierwsze z regu?y przy niej wyst?puj? du?e przyrosty beta hcg - gdyby ktokolwiek spyta? mnie to wiedzia?by, ?e u mnie tak nie by?o. Wyst?puje te? pusty p?cherzyk p?odowy. A ja jeszcze 3 dni przed poronieniem widzia?am na usg (u innego lekarza, bo mój by? zbyt zaj?ty, ?eby nawet udzieli? mi telefonicznie wskazówek co do tego, co zrobi?) 2 cm dziecko z bij?cym 145 razy na minut? serduszkiem! Wi?c raczej nie trzeba by?o mnie straszy? za?niadem. Inna rzecz, ?e gdyby rzeczywi?cie powodem by?o to i wyniki potwierdzi?yby taki scenariusz - to nikt nie poinformowa? mnie o niebezpiecze?stwie. Skoro wyniki maja by? za 4 tygodnie, a nie dosta?am ani jednej wskazówki co do dalszego post?powania i rekonwalescencji za 4 tygodnie potencjalnie mog?abym by? znowu w ci??y. A za?niad groniasty jest przeciwwskazaniem do ponownego zaj?cia w ci??? (wed?ug podr?czników medycznych) na ... 1 rok!!!
Ani w karcie wypisu, ani przy czu?ym po?egnaniu z oddzia?em nie dosta?am informacji, kiedy mam stawi? si? na kontrolne badanie do ginekologa. Wróci?am do domu obola?a, krwawi?ca i kompletnie zielona w temacie. Przesadzam? Mo?e i tak... Ale czy mog?am wzi?? k?piel czy nie? Co powinno mnie zaniepokoi?, a co by?o normalne i dopuszczalne. Czy podwy?szona temperatura to norma czy jednak sprawa do konsultacji? Czy du?a bolesno?? w podbrzuszu to równie? typowa sytuacja czy nie? Kiedy wróci p?odno?? i cykl miesi?czny i czy mo?e si? ró?nic pocz?tkowo od normalnych cykli? Kiedy mog? wróci? do normalnej aktywno?ci fizycznej? Czy s? jakie? bezwzgl?dne przeciwskazania? I to nie jest tak, ze nie pyta?am. Oczywi?cie, ze pyta?am : pani doktor nie mia?a czasu. Podczas wypisu odebra?a 2 telefony (us?ysza?am imi? i nazwisko pacjentki, o której chorobie nowotworowej rozmawia?a z koleg?; us?ysza?am dane pacjentki, któr? ów kolega wys?a? na oddzia? z powodu plamienia, a o opiek? nad któr? poprosi? osobi?cie, ”bo to by?oby drugie poronienie tej kobiety i by?aby to dla niej tragedia”. Czyli jednak s? lekarze odbieraj?cy telefony od pacjentek i reaguj?cy inaczej ni? odes?aniem ich przez recepcjonistki na SOR? A mo?e po prostu ja nie by?am tak wa?na jak ta pacjentka i nie zna?am kogo trzeba... No i czeka?a ta pizza pi?tro ni?ej na oddziale po?o?niczym! Dowiedzia?am si? tylko, ?e mog? krwawi? kilka dni. Ot i nowo??!
Nie mam ?alu o samo poronienie do nikogo - wierz?, ?e tak musia?o by?. Ale mam ogromny ?al do mojego lekarza prowadz?cego, z którym na pocz?tku wrze?nia na wizycie omówi?am moje plany. Prosi?am te? o opiek? z powodu bardzo trudnych przej?? przy pierwszej ci??y. Zgodzi? si?, a ja my?la?am, ?e mog? czu? si? bezpiecznie, bo zajmie si? mn? kompetentny cz?owiek. Cieszy?am si? na my?l, ?e jak ju? zobacz? te 2 kreski na te?cie to b?dziemy bezpieczni. Mam ogromny ?al do personelu lekarskiego oraz po?o?nych- piel?gniarek (z dy?uru popo?udniowego 10.11) za kompletny brak zaanga?owania, zrozumienia i profesjonalizmu. Z przykro?ci? stwierdzam, ?e jest to miejsce odbiegaj?ce od jakichkolwiek norm traktowania kobiet po ludzku. I nic si? nie zmieni?o - 13 lat temu nie rodzi?am po ludzku, teraz te? nie poroni?am po ludzku. Kiedy? my?la?am, ze ju? nigdy nie spotkam si? z komentarzami typu: „Jak to dziecko ma mie? taki mózg, to niech lepiej poleci!”; „Pani ma beznadziejne cycki do karmienia”. Tym razem by?o gorzej, bo nie by?o pozytywnego fina?u. No chyba, ?e ludzkim jest stwierdzenie, ?e: " Rany! No wszystkich brzuchy bol?!"(w trakcie koszmarnych skurczy, przy ci?nieniu 80/40). Normalnym jest te? nazwanie mnie „bezczeln? suk?”, "ale co poradzisz one takie s?! Wariatka po narkozie!".
Nie jestem wariatk? ani histeryczk?. Jestem doros??, inteligentn? kobiet?. Sko?czy?am 2 kierunki studiów, jestem w trakcie trzecich. Pracuj? z lud?mi i umiem z nimi rozmawia?. Nie odczuwam potrzeby zn?cania si? nad zale?nymi ode mnie ani gn?bienia cierpi?cych. Nie by?am roszczeniowa, ani problemowa. Ca?y pobyt w szpitalu w?a?ciwie si? nie odzywa?am i p?aka?am. Nie zjad?am ani jednego posi?ku i niczego nie wypi?am. Sama sprz?ta?am po sobie zakrwawione podk?ady i zmienia?am je. Sama przebra?am si? i umy?am. Nie s?dz?, ?ebym nadmiernie obci??y?a personel. Sama udro?ni?am rurki przy kroplówce, poniewa? pe?ne by?y p?cherzyków powietrza, które nie powinny znale?? si? w moich ?y?ach. Sama usun??am ten nieszcz?sny wenflon (i nie mia?am siniaka w przeciwie?stwie do 3 innych miejsc, z których usuwa? je personel medyczny).
Podsumowuj?c: odnios?am wra?enie, ?e pacjentki lekarzom na tym oddziale przeszkadzaj?. Najlepiej, ?eby si? nie odzywa?y i niczego nie chcia?y. Problemem jest wszystko: ch?? dowiedzenia si? o stan zdrowia; pro?ba o chwil? rozmowy; pro?ba o plasterek, gaz? itp. Stoj? jak przys?owiowe zbite psy na korytarzu, czatuj?c na lekarza, który nie ma czasu. Przykro mi, nie zauwa?y?am, aby by? to ostry dy?ur i kompletnie nie by?o czasu na nic. Lekarze przechadzali si? z dokumentami, siedzieli wspólnie w pokoju lekarskim. Nie odczu?am tam atmosfery po?piechu i no?a na gardle. A tak chc? by? postrzegani. No i jeszcze jedna bardzo wa?na rzecz! Od podstawowego prawa do intymno?ci i poszanowania nie ma odst?pstw! Gorzej, bo jest jeszcze nad tym ochrona danych osobowych! Co konieczne - rozumiem, ale wykrzykiwanie przez ordynatora oddzia?u nazwisk pacjentek z ich dolegliwo?ciami, zwracanie uwagi lekarzom, kim i jak maja si? teraz zaj?? - a to wszystko na korytarzu - jest niedopuszczalne! Nie mia? prawa og?asza? ?wiatu, ?e straci?am dziecko! Tym bardziej, ze w?ród piel?gniarek i pacjentów by?y kobiety z mojej miejscowo?ci. Teraz ju? wiem, ?e o moim nieszcz??ciu dowie si? wi?cej osób, z moj? rodzin? na czele - której nie informowa?am o ci??y, bo chcia?am to zrobi? nieco pó?niej, gdy potwierdzi si?, ?e wszystko b?dzie dobrze.
Czy tak jest wsz?dzie? Nie! By?am w szpitalu z powodu problemów z sercem. Lekarze mieli czas na dok?adna diagnoz?, na rozmow?, na omówienie leczenia i na wys?uchanie moich spostrze?e?. Dosta?am dok?adne wskazówki post?powania, zalecenia kolejnych bada? pog??biaj?cych diagnoz? oraz opis ewentualnych dolegliwo?ci, które nie powinny mnie niepokoi? oraz tych, które bezwzgl?dnie konieczne s? do konsultacji.