Poniewa? wydawa?o mi sie, ?e w sytuacji krwawnienia w ci??y wskazane jest le?enie, po?o?y?am si? w jednej z sal dla pacjentów. Wówczas zainteresowa?a si? mn? piel?gniarka i po konsultacji z lekarzem skierowa?a na oddzia? ginekologiczno-po?o?niczy. Tam zarejestrowano mnie, przyj?to na odzia? i polecono czeka? na konsultacje lekarsk?. Moje oczekiwanie trwa?o 1,5h. Po tym czasie zbada? mnie lekarz ( ?artuj?c nieustannie) i wykona? USG stwierdzaj?c, ?e dziecko nie ?yje. Nie powiedzia? jednak tego do mnie, tylko do po?o?nej zapisuj?cej wyniki badania, mówi?c "w jamie macicy p?ód martwy w po?o?eniu miednicowym". Potem podyktowa? reszt? wyników i zwróci? sie do mnie z pytaniem, czy s?ysza?am i przekaza? informacj?, ?e w dniu jutrzejszym zostanie wywo?any poród.
Po?o?ono mnie na 6 osobowej sali z 2 kobietami w ci??y i 3 przed lub po zabiegach ginekologicznych. Po?o?na i piel?gniarki pracuj?ce na odziale oraz jedna z lekarek by?y bardzo ?yczliwe i taktowne. Odpowiada?y na wszystkie moje pytania dotycz?ce pogrzebu, bada? histopatologicznych itp., jednak o wszystko sama musia?am si? dopyta?. Pozostali lekarze byli raczej oboj?tni.
Nast?pnego dnia ok. godz 12.00 podano mi do szyjki macicy lek o nazwie cytotec (polecaj?c uprzednio napisa? o?wiadczenie, ?e w zwi?zku z obumarciem ci??y ja prosz? o jej rozwi?zanie), poinformowano, ?e poród powinien trwa? 6 godzin i polecono wróci? na sal?. Tam w?ród pozosta?ych pacjenteki i odwiedzaj?cych je i ?artuj?cych ludzi le?a?am z nasilaj?cami si? skurczami. Po 6 godzinach zbadano mnie i podano Pyralgin, z powodu silnego bólu. Kilkakrotnie prosi?am o przeniesienie w jakie? odosobnione miejsce, jednak powtarzano mi, ?e nie ma takiej mo?liwo?ci ze wzgl?du na brak miejsc. Dopiero ok. godz. 19.00 po?o?na wyprosi?a m??czyzn odwiedzaj?cych pacjentki z sali. Poniewa? poród by? bardzo bolesny, pozosta?e pacjentki postanowi?y wyj?? do ?wietlicy. Dzi?ki temu ostatni? godzin? porodu sp?dzi?am tylko z m??em i zagl?daj?ca od czasu do czasu po?o?n?. Po urodzeniu si? dziecka zabrano mnie do gabinetu zabiegowego na zabieg wy?y?eczkowania jamy macicy.
Poniewa? poinformowa?am o niezgodno?ci serologicznej pomi?dzy mn? a moim m??em, nast?pnego dnia podano mi immunoglobulin? anty RH, jednak najpierw powiedziano mi, ?e dostan? 150 jednostek, a potem podano tylko 50 - bo wi?cej nie by?o w szpitalu i jak mnie poinformowa?a dy?uruj?ca piel?gniarka "pan doktor powiedzia?, ?e tyle wystarczy". Tego samego dnia wypisano mnie do domu, a na moje pytanie dotycz?ce pojawienia si? laktacji poinformowano, ?e mam udac si? w tej sprawie do lekarza prowadz?cego. Laktacja pojawi?a si? nast?pnego dnia, powoduj?c du?? bolesno?? i twardo?? piersi, a poniewa? by?a to sobota i moja przychodnia nie by?a czynna pojecha?am do szpitala im. Biziela w Bydgoszczy, gdzie po informacji, ?e musz? zap?aci? 40 z? za porad?, gdy? "nie jest to porada ratuj?ca ?ycie" otrzyma?am recept? na Bromocorn.
Szpital w Z?otowie odwiedzi?am jeszcze dwukrotnie, za pierwszym razem odbiera?am wyniki bada? histopatologicznych. Odmówiono mi jednak wydania za?wiadczenia do USC w celu zarejestrowania dziecka, twierdz?c, ?e by?o za ma?e. Wydrukowa?am ze strony www.poronienie.pl stosowne przepisy i wówczas za?wiadczenie wystawiono, co jednak wymaga?o mojej kolejnej podró?y (Z?otów le?y ok. 100 km od Bydgoszczy). Równie? zwrotu karty ci??y musia?am si? domaga? popieraj?c stosownymi zapisami rozporz?dzenia dot. dokumentacji medycznej.
Mój ginekolog stwierdzi?, ?e otrzyma?am tylko wyniki bada? histopatologicznych, ale nie wyniki bada? sekcji dziecka, których kopi? dos?ano mi dopiero poczt? po kolejnej interwencji telefonicznej (bo jak us?ysza?am "pan doktor nie ka?e ich wpisywa?") Dzi?ki nim pozna?am p?e? dziecka (syn) oraz dowiedzia?am si?, ?e dziecko by?o zdrowe - zmar?o w wyniku trzykrotnego owini?cia p?powin?.
Ma?gorzata
Poród mia? miejsce w lipcu 2006 r. w Szpitalu Powiatowym w Z?otowie