Postanowi?am napisa? do Pa?stwa list, mój syn urodzi? si? martwy. Poród w takiej sytuacji jest do?wiadczeniem strasznym, traumatycznym i zostaje w g?owie do ko?ca ?ycia. Mam wielk? nadziej?, ?e przy okazji tej akcji, powiecie Pa?stwo tak?e o nas, o tym jak si? traktuje takie mamy jak my, jakie s? nasze potrzeby i jak mo?na by nam pomóc, ?eby w tej ogromnej tragedii by?o nam cho? troch? l?ej, ?eby?my mog?y godnie urodzi? nasze dzieci.
Mój syn urodzi? si? w maju 2005 r. Od rana nie czu?am Jego ruchów, wieczorem zg?osi?am si? wi?c do szpitala. Po?o?na przywita?a mnie s?owami: dlaczego czeka?a Pani tak d?ugo (jak wiadomo wizyty ci??arnych na izbie s? zawsze przyjmowane z otwartymi r?kami - poprzednim razem nakrzyczano na mnie, ze robi? k?opot zjawiaj?c si? w szpitalu). Te s?owa ci?gle s? w mojej g?owie. Potem próbowa?a znale?? t?tno przy badaniu ktg, nie udawa?o si?, wi?c wys?a?a mnie na badanie usg na oddzia? szpitalny. Lekarka, która wykonywa?a usg nie chcia?a mi powiedzie? jaki jest stan dziecka, pada?y tylko komentarze o s?abej wizualizacji. To ja musia?am zapyta?, a w?a?ciwie stwierdzi?, ?e moje dziecko nie ?yje. Wtedy dopiero dosta?am potwierdzenie i w tej samej chwili tabletk? uspokajaj?c?. Mój m?? zosta? uraczony klepni?ciem po ramieniu i s?owami "zdarza si?", które pad?y ze strony lekarza jeszcze bez specjalizacji, ale za to ju? z rutyniarskim podej?ciem. Nast?pnie zosta?am zbadana ginekologicznie, okaza?o si?, ?e jest ju? rozwarcie na 2 cm, co by?o dobrym znakiem, je?li mo?na tak powiedzie?. Potem musia?am odpowiada? na pytania z ankiety, typu jaki jest zawód mój i m??a, czy by?y nowotwory w rodzinie i kiedy mia?am pierwsz? miesi?czk?. Dodam, ?e tak? sam? ankiet? wype?nia?am przy przyj?ciu 2 tyg. wcze?niej (by?am hospitalizowana przez kilka dni ze wzgl?du na zagro?enie wcze?niejszym porodem). Przysz?a te? po?o?na z izby, stara?a si? mnie pocieszy?.
Poród by? wywo?ywany nast?pnego dnia, noc musia?am wi?c sp?dzi? w szpitalu. Nie pozwolono mojemu m??owi zosta? ze mn?, co w tej sytuacji by?o dla mnie bardzo wa?ne. Na du?y plus trzeba jednak zapisa?, ?e po?o?ono mnie na oddziale patologii ci??y, w ma?ej sali z dziewczyn?, której we wcze?niejszych ci??ach straci?a dwójk? dzieci. Dzi?ki niej zdo?a?am przetrwa? t? noc.
Nast?pnego dnia do godz. 11 czeka?am na pod??czenie kroplówek, chocia? indukcja mog?a si? zacz?? ju? wcze?nie rano. W szpitalu Or?owskiego jednak kierownik kliniki podejmuje takie decyzje, wi?c trzeba by?o czeka?, a? znajdzie dla mnie czas. Po badaniu przez pani? profesor pod??czono mi kroplówki, zdecydowano równie? ?e dostan? znieczulenie zewn?trzoponowe, bezp?atnie. M?? oraz moja kole?anka (tu chyba pomóg? fakt, ?e jest ginekologiem i zna?a lekark? z tego oddzia?u) mogli by? przy porodzie, równie? bez dodatkowych kosztów. Rodzi?am na jednoosobowej sali porodowej na oddziale patologii, nie musz? chyba pisa? jak wa?ne by?o to, ?e wokó? mnie nie s?ucha? by?o krzycz?cych noworodków ani aparatów ktg. Poród przebieg? bardzo sprawnie, znieczulenia ostatecznie nie dosta?am, poniewa? pe?ne rozwarcie nast?pi?o w ci?gu 30 min, dosta?am jednak kilkukrotnie dolargan. Po?o?ne stara?y mi si? pomóc jak mog?y, wszyscy byli spokojni i rzeczowi, to bardzo mi pomaga?o. Naci?to mi krocze, mimo ?e synek by? ma?y, wa?y? 2170 g. Je?li chodzi o badania, wykonano sekcj? zw?ok dziecka oraz badanie histopatologiczne ?o?yska. Dosta?am bromergon na wstrzymanie laktacji.
Po porodzie nie zobaczy?am mojego synka, by?a to jednak absolutnie moja decyzja i nikt z personelu nie namawia? mnie do niczego w tym wzgl?dzie, gdybym tylko chcia?a dziecko zobaczy?, na pewno nikt nie robi?by trudno?ci. Zapytano mnie jedynie, czy chc? odebra? cia?o dziecka, wyrazi?am tak? ch??, tu równie? wszystko przebieg?o sprawnie i dla nas, jak tylko mo?na by?o, najmniej bezbole?nie. M?? dosta? wszystkie informacje potrzebne do zarejestrowania urodzenia synka, a potem organizacji pogrzebu, tak?e uzyskania zasi?ku pogrzebowego.
W szpitalu sp?dzi?am jeszcze jedn? noc, zosta?am na sali porodowej oddzia?u patologii ci??y, za co równie? jestem bardzo wdzi?czna personelowi. Wszyscy byli dla mnie bardzo mili, nie by?o ?adnych nieodpowiednich zachowa?, typu ?arty w mojej obecno?ci czy komentarze dotycz?ce mnie lub dziecka. Pani prof. Dmoch zrobi?a wiele aby ?ci?gn?? do mnie psycholog, niestety nie by? to najlepszy pomys?, nie us?ysza?am rzeczy, które w jakikolwiek sposób by mi pomog?y. Dowiedzia?am si? jedynie, ?e to ?le ?e nie widzia?am dziecka, ?e wyprawk? powinnam rozda? (chc? j? zachowa? dla nast?pnego dziecka) oraz ?e przez rok b?dzie bardzo ci??ko. By?y wprawdzie uwagi, ?e to s? indywidualne sprawy, ale zosta?am z poczuciem, ?e wszystko zrobi?am i robi? nie tak oraz ?e czeka mnie czarna dziura bez nadziei.
Chciano mnie wypisa? ju? rano nast?pnego dnia, ja jednak bardzo obawia?am si? powrotu do domu, gdzie czeka?a ca?a wyprawka i pokój urz?dzony dla Ma?ego. Nie by?o ?adnego problemu z tym, ?ebym zosta?a do wieczora, tak aby m?? móg? wszystko pochowa? i wywie??.
Sprawy, które na pewno zapisa?abym na plus to:
- przed porodem pobyt w ma?ej sali, z osob? o takim samy do?wiadczeniu
- poród na oddziale patologii, zamiast po?o?niczym
- obecno?? m??a i znieczulenie zewn?trzoponowe bez kosztów
- uprzejmo?? personelu, z wyj?tkiem bezmy?lnego komentarza "zdarza si?" i pytania "dlaczego tak zwleka?am".
Co mo?na by poprawi?:
- ankieta, któr? naprawd? mo?na sobie darowa? w takiej sytuacji
- brak zgody na pobyt m??a ze mn? w szpitalu
- zbyt d?ugi czas oczekiwania na wywo?anie porodu, podyktowany tylko zamieszaniem i brakiem organizacji
- mimo ?e personel by? mi?y, nikt ze mn? nie rozmawia? o tym co si? sta?o. Jedynie przy przyj?ciu ordynator stara?a si? mnie wesprze?, ale potem nikt lekarzy czy po?o?nych ju? si? mn? `nie` interesowa?. Zapewne z braku czasu, ale te? wiedzy, co mo?na by powiedzie?. Dla mnie bardzo wa?ne by?oby us?ysze?, ?e w ?mierci mojego dziecka nie ma ?adnej mojej winy. Mo?e si? to wydawa? oczywiste, ale KAZDA matka czuje si? odpowiedzialna za to, ?e nie upilnowa?a, nie zrobi?a tego czy tamtego, ?eby uratowa? swoje dziecko. Twarde powiedzenie, ?e to nie jest moja wina, na pewno by pomog?o. Zamiast tego mam w g?owie, to pytanie po?o?nej, dlaczego nie przysz?am wcze?niej. My?l?, ?e bez szkole? personelu nie b?dzie ?adnej zmiany, bo ludzie nie zdaj? sobie zupe?nie sprawy co dzieje si? w ?rodku matki lub ojca, którzy stoj? w obliczu takiej druzgoc?cej wiadomo?ci.
- kwalifikacje psycholog, która pracuje w klinice. By? mo?e ma do czynienia g?ównie z depresj? poporodow?, ale w moim odczuciu, nie ma zupe?nie poj?cia o pomocy rodzicom po stracie dziecka.
Mój poród by? smutny, by? trudny psychicznie, ale mog? powiedzie?, ?e odby? si? godnie. Mimo ró?nych zastrze?e? mam poczucie, ?e mnie i mojego syna potraktowano po ludzku.
Katarzyna
Poród mia? miejsce w Szpitalu im. Or?owskiego w Warszawie