W pa?dzierniku 2005 roku urodzi?am razem z m??em nasze pierwsze dziecko. Salka porodowa by?a ?adna, kolorowa, dobrze wyposa?ona (?ó?ko z elektryczn? regulacj? wysoko?ci i oparcia). Skurcze w I okresie by?y do wytrzymania, mog?am korzysta? z prysznica - nawet pod??czona do kroplówki, bo ze mn? ?chodzi?" stojak - lub z pi?ki, cho? w ko?cu z niej zrezygnowa?am. Po?o?na podpowiada?a, która pozycja mo?e przynie?? ulg?.
W ko?cówce I okresu po?o?y?am si? na ?ó?ku, na boku i w trakcie skurczów trzyma?am m??a za r?k?. Zdecydowanie ?atwiej znosi?am ból, gdy on by? przy mnie i mog?am chwyta? jego d?o?, a nie por?cz ?ó?ka. Pilnowa? mojego oddechu i by? moim ??cznikiem z po?o?n?, gdy? z braku si? tylko on, b?d?c blisko, s?ysza?, co ja mówi? i zdawa? relacj? z moich pojawiaj?cych si? skurczów partych - czu?am, ?e Alunia pcha si? - dos?ownie! - na ?wiat, ale skurcze parte mnie nie bola?y, co przyj??am z mi?ym zdziwieniem. Rodzi?am w pozycji pó?siedz?cej. Brakowa?o mi ?ó?ka, na którym móg?by usi??? za mn? mój m?? i pomóc w parciu, tak jak uczyli?my si? w szkole rodzenia. Naci?to mnie, po wcze?niejszych ustaleniach, ?e mo?e tak by?, cho? nie musi. Zapewniano mnie, ?e to nie jest standard. Niezapomniany widok: g?ówka wysz?a - widzia?am j?! - i za chwil? mia?a wyj?? ca?a córeczka. Dzi?ki szkole, tak s?dz?, etap parcia przebieg? szybko (20 - 30 min.). Trzy parcia i córeczka ju? by?a na moim brzuchu. Le?a?a mo?e 5 - 10 minut, cho? liczy?am, ?e b?dzie na mnie tak d?ugo, a? przestanie p?aka?. Gdy Ma?? zabrano do wa?enia, do?? szybko poradzi?am sobie z ?o?yskiem i lekarz zacz?? mnie zszywa?.
Podczas tego zabiegu m??owie zwykle oczekiwali poza sal?, a? zostan? zawo?ani, ale m?? wróci? do mnie z zawini?t? córeczk? jeszcze w jego trakcie. I nikomu to nie przeszkadza?o, ani lekarzowi, ani tym bardziej nam, zauroczonym naszym zawini?tkiem. Bardzo mi?o mi si? zrobi?o, gdy po?o?na pochwali?a mnie za dzielno??, a lekarz dodatkowo za szybki poród w II etapie. Oboje równie? docenili mojego m??a. Po porodzie m?? by? ze mn? ok. 3 godziny ( w tym 20 min. na sali poporodowej) i pewnie zosta?by d?u?ej, gdyby nie fakt, ?e by?o ju? pó?no i nie chcieli?my przeszkadza? mojej wspó?lokatorce.
Na salce poporodowej by?am razem z córeczk?. Przy mnie co wieczór j? k?pano i w mojej obecno?ci wykonywano wszelkie zabiegi. Lecz pierwsze przewini?cie Ma?ej pokaza?a mi nie piel?gniarka, lecz mama wspó?lokatorki. Sala porodowa mile zaskoczy?a swoim wygl?dem, lecz salki poporodowe to jakby inny ?wiat, ale rozumiem, ze szpitala nie sta? na ca?kowity remont oddzia?u (ach, te nieszczelne okna i grzejniki trudne do wyregulowania!). Za to byli?my bardzo zadowoleni z naszej po?o?nej i jej opieki nad nami. Wybra?am j? z polecenia znajomej, która wcze?niej z ni? rodzi?a. To bardzo ciep?a i ?yczliwa osoba. Odwiedzi?a mnie i córeczk? 2 dnia po porodzie, pyta?a, czego nam potrzeba. Najgorsze z ca?ego porodu by?o mierzenie rozwarcia w trakcie skurczu, najbardziej bolesny moment jak dla mnie. By? mo?e dlatego, ?e nie by?am na to przygotowana: w szkole nie wspominano jak wygl?da takie badanie i ?e mo?e by? bardzo bolesne.
Podsumowuj?c, uwa?am, ?e mój poród by? jednak pi?knym prze?yciem i ciesz? si?, ?e m?? móg? by? ze mn?. Niniejszym chc? Wam podzi?kowa? za poprzedni? akcj? ?Rodzi? po Ludzku", bo wiem, ?e gdyby nie ona, to mój poród wygl?da?by zupe?nie inaczej.
Lucyna
Poród odby? si? w pa?dzierniku 2005 r. w Szpitalu Klinicznym nr 1 przy ul. Klinicznej 1a w Gda?sku.