Fundacja Rodzić po Ludzku - Prezent

Prezent

Przyj?cie na ?wiat naszej Ma?ej Mi by?o najwi?kszym prezentem, jaki mogli?my dosta? od ?ycia. Tak uznali?my oboje z m??em, jeszcze w trakcie nocy cudów. Noc? cudów nazwali?my noc narodzin naszej córeczki.

Prezent ten otrzymali?my niejako w pakiecie razem z porodem synka Brunona, który przyszed? na ?wiat nieco ponad cztery lata wcze?niej. To równie? by? dar, jakkolwiek trudny dar - Bruno urodzi? si? przez cesarskie ci?cie. Te dwa zdarzenia, tak bardzo ró?ne od siebie, stanowi? dla nas jedn? spójn? nauk?. Do?wiadczyli?my na sobie jak wiele mo?na zbudowa? na zaufaniu do samych siebie i do losu, na pod??aniu za w?asn? intuicj?, na byciu w zgodzie z sob?, na poszukiwaniu wsparcia od pokrewnych dusz, a tak?e na otwarto?ci, która pozwala godzi? si? z ró?nymi scenariuszami, nawet tymi niechcianymi, nawet takimi, których nie byliby?my w stanie sami przewidzie? wcze?niej.

Zanim nabrali?my tego przekonania i pewno?ci by?o...du?o niepewno?ci. Druga ci??a przebiega?a bez najmniejszych komplikacji. Towarzyszy? mi jednak l?k o zdrowie dziecka racjonalnie podyktowany moimi infekcjami wirusowymi w pierwszym trymestrze i chorob? zaka?n? starszego dziecka. Oprócz tego cz??? obaw by?a po postu sta?ym elementem mojego wewn?trznego krajobrazu - zazwyczaj ?atwo znajduj? sobie pretekst do podtrzymywania odpowiedniego poziomu wolno p?yn?cego niepokoju. Nie nale?? do osób brawurowych, ani ryzykanckich. Ceni? sobie poczucie bezpiecze?stwa.

Pierwszy poród

Tym bardziej chcia?am, aby nie powtórzy? si? scenariusz z pierwszego porodu. Wtedy równie? poszukiwa?am po?o?nych asystuj?cych przy porodach w domu, ale gdy w fundacji ?Rodzi? po Ludzku" powiedziano mi, ?e nie dysponuj? telefonami do takich osób na terenie Krakowa, rozsta?am si? z tym pomys?em. Zignorowa?am subtelne oznaki, ?e prowadz?ca mnie ginekolog, jak i po?o?na z poleconego przez ni? szpitala, maj? zupe?nie odmienne podej?cie do porodów. Inn? filozofi?, wed?ug której rodzi? szpital, a nie ja. Gdy zadawa?am pytania o rutynowe procedury typu nacinanie krocza us?ysza?am: ?Oczywi?cie kochana, ?e pytamy pacjentk? czy wyra?a na to zgod?, ale Ty i tak zrobisz to co Ci powiemy, poniewa? my dzia?amy dla dobra twego i dziecka." Co? mi w tym nie pasowa?o, ale przemilcza?am ten komentarz i przeczeka?am niepokoj?c? intuicj?. Poprzesta?am na tym, ?e zaklina?am w duchu, aby nie trafi? na t? po?o?n?. Trafi?am. Potem, gdy z biegu ?ycia, z zaabsorbowania prac? zjawi?am si? na porodówce, nie czu?am si? za grosz bezpiecznie, nie by?am podmiotem sytuacji. Po dwunastu godzinach lekarz wraz z po?o?nymi zadecydowali o ci?ciu cesarskim, gdy po podaniu oksytocyny, jako antidotum na wolno post?puj?ce rozwieranie szyjki macicy, wyst?pi?y zaburzenia w t?tnie dziecka. Prosi?am o wstrzymanie si? z kroplówk?, chcia?am zwi?kszy? swoj? aktywno??, pochodzi? po schodach (do tej pory g?ównie le?a?am pod KTG), ale zbyto moje pro?by ironicznym milczeniem. Nikt ze mn? nie polemizowa?. Po prostu personel robi? swoje.

Druga ci??a

Przy drugiej ci??y powróci?a do mnie my?l o porodzie w domu. Wznowi?am poszukiwanie po?o?nych. Teraz sytuacja wygl?da?a znacznie lepiej. Otrzyma?am kilka kontaktów z ró?nych ?róde?, które jak si? okaza?­o prowadzi?y do tej samej osoby. Cieszy?am si?, ?e co? si? jednak ruszy?o w konserwatywnym Krakowie, ?e tu równie? zaczyna kie?kowa? my?l o przyznaniu kobiecie g?ównej roli w sytuacji porodu. Ale za ka?dym razem s?ysza?am w gabinecie ginekologicznym, ?e powinnam si? nastawi? na kolejn? cesark?. ?Jak si? pani uda urodzi? do?em, b?dzie pani mia?a mi?? niespodziank?!" O marzeniu zwi?zanym z porodem w domu w ogóle nie wspomina?am. Nie chcia?am prowadzi? niepotrzebnych debat, w których dwie skrajnie ró?ne opcje próbuj? przekona? interlokutora. Natomiast moje wewn?trzne pragnienie rodzenia w domu przekornie umacnia?o si?. Od po?o?nika wykonuj?cego USG us?ysza?am np. ?Poród to beczka prochu! Nigdy nie wiadomo kiedy wybuchnie i z jakim skutkiem." Czu?am sprzeciw wobec tak katastrofalnych wizji. Potrzebowa?am wsparcia i wzmocnienia, a nie straszenia. Mia?am pod dostatkiem obaw w?asnych. Jednocze?nie czu?am, ?e to nie jest ?moja prawda" o porodzie. Owszem przyj?cie na ?wiat pierwszego synka odby?o si? przez cesark?, ale d?ugo po tym mia?am poczucie, ?e co? mi odebrano. Pozwoli?am to sobie odebra?. Jakby przez szpitalne normy i ch?? dzia?ania personelu, nie pozwolono memu cia?u dzia?a? we w?asnym tempie. Ja te? si? w tym zagubi?am i nie stan??am wystarczaj?co stanowczo we w?asnej obronie. Nie mia?am wtedy ochoty, ani energii na walk? z lud?mi, którzy dzia?ali w dobrej wierze, ale wbrew moim odczuciom. Tym razem te? nie chcia?am zbroi? si? przed pój?ciem do szpitala, jak do obrony przed atakami.

Marzenie o porodzie w domu by?o podyktowane motywacj? ?od" - unikania. By?o te? jednak uzupe?niane przeczuciem, ?e poród mo?e by? niesamowitym prze?yciem, które odkryje dla mnie jak?? prawd? o ?yciu, o mnie. A mo?e nawet o umieraniu. Wiedzia?am, jak?? intuicyjn? wiedz?, ?e w ?wiadomym porodzie, jest dla mnie ?co?", jaki? diament. To by?a ?moja prawda" o porodzie.

Przebyta wcze?niej cesarka by?a wa?nym przeciwwskazaniem, na które zwracali mi uwag? niemal wszyscy, z którymi porusza?am ten temat. We mnie samej zmaga?y si? co najmniej dwa g?osy. Jeden w?tpi?cy: ? By? mo?e moje cia?o ma jaki? defekt, zlokalizowany w szyjce macicy, przez który poród nie post?puje tak, jak powinien." Oraz drugi g?os, który szepta? co raz bardziej przekonuj?co, ?e moje cia?o jest perfekcyjnie stworzone do porodu, moja psychika i dusza te?, ?e jestem stworzona do rodzenia dzieci, pracowa?y wszak na to miliony lat ewolucji i zast?py kobiet rodz?cych przede mn?. Teraz ja musz? ?tylko" temu zaufa? i zadba? o stworzenie na czas porodu sprzyjaj?cych warunków. Sprzyjaj?ce warunki oznacza?y dla mnie kameralno??, troskliwo??, kompetencje i w?asne gniazdo. Gdy ju? poczu?am w sobie t? identyfikacj? ze wszystkimi samicami ?wiata, zapragn??am bardzo by? w tym wa?nym momencie we w?asnym gnie?dzie. To ju? w?a?ciwie nie by?o my?lenie, nie neo-cortex , tylko potrzeba p?yn?ca ze starego mózgu, jaki? silny atawizm. Wtedy pojawi?o si? napi?cie mi?dzy mn? a m??em, który czuj?c, ?e pragnienie rodzenia w domu narasta we mnie fanatycznie zacz?? stawia? pytania o bezpiecze?stwo i przywo?ywa? racjonalno??. Po?o?na równie? studzi?a mój zapa? proponuj?c opcje po?rednie: rozpocz?cie porodu i kontynuowanie go do zaawansowanej fazy w domu, po czym wyjazd do szpitala. W takim planie gubi?o si? dla mnie sedno: pragn??am, aby klimat jaki poczuje moje male?stwo po urodzeniu by? klimatem domowym, aby to moje i m??a r?ce je tuli?y, aby czu?o nasz? mi?o?? i rado?? z tego, ?e przybywa na ?wiat, zamiast do?wiadcza? fachowej, ale bezosobowej obs?ugi zwi?zanej z od?luzowywaniem, pomiarami i szczepieniami. Te procedury nie s? szczególnie koj?ce zwa?ywszy, ?e male?stwo do?wiadcza ich w?a?nie przeszed?szy przez traum? narodzin

Gdy po?o?na mówi?a o swoim wahaniu co do rodzenia z nami w domu, wynikaj?cym z pierwszego porodu przez cesarskie ci?cie, przyjmowa?am jej obawy jako przejaw profesjonalizmu. Tym bardziej chcia?am, aby to ona wspomaga?a nas swym do?wiadczeniem i trosk?. Ania od pierwszej naszej rozmowy wzbudzi?a we mnie ogromne zaufanie do siebie (cho? pewnie wtedy wcale tego nie pragn??a). Czu?am, ?e przy niej b?dziemy mogli by? z m??em swobodni, a jednocze?nie wspierani jej kompetencjami. Tymczasem Tomasz - mój m?? - wci?? nie by? przekonany do porodu domowego.

By? moment kiedy pomy?la?am, ?e maj?c te dwa filary (m??a i po?o?n?) bez pe?nej dedykacji i determinacji, aby podj?? si? towarzyszenia mi w rodzeniu w domu, musz? odpu?ci?. Mo?e tak ma by?, ?e poród w szpitalu te? b?dzie pi?knym wydarzeniem i dobrym powitaniem dla naszego dziecka.  Jednak czu?am w tej auto-perswazji fa?szyw? nut?. Uzna?am, ?e to b?dzie wystarczaj?cy scenariusz dopiero wtedy, gdy zrobi? naprawd? wszystko, aby rodzenie w domu sta?o si? mo?liwe. Namawia?am i przekonywa?am Ani? obawiaj?c si?, czy czasem nie nadu?ywam jej cierpliwo?ci. Z perswazj? wobec m??a by?o trudniej. Jako argument za porodem domowym mia?am tylko w?asn? g??bok? intuicj? i poczucie, ?e mog?, ?e je?li nikt mnie nie b?dzie po?piesza?, to tym razem wszystko b?dzie dobrze

?ycie wspiera realizacj? wielkich pragnie?. Przypomnia?am sobie, ?e w ksi??ce doktor Agrawal czyta?am, ?e wcze?niejsza cesarka nie wyklucza porodu si?ami natury. Nawi?za?am z ni? kontakt, z którego wynik?o zaproszenie na warsztat dla par przygotowuj?cych si? do porodów w domu. Pojechali?my na ten warsztat z m??em, jako reprezentanci ró?nych opinii, a wrócili?my jako w pe?ni spójna, mocno przekonana do swoich  wyborów para. Warsztat by?a dla nas obojga wa?nym wydarzeniem, a tak?e pretekstem do wielu rozmów, które by?y dla nas oczyszczaj?ce i zbli?aj?ce. Mi?dzy Wroc?awiem a Krakowem, a tak?e w pó?niejszych rozmowach zaczynali?my si? nawzajem rozumie? co raz lepiej. Zyska? wi?c na tym równie? nasz zwi?zek. Pó?niej okaza?o si?, ?e to w?a?nie przekonanie Tomka i sposób w jaki on równie? namawia? Ani? do rodzenia z nami przewa?y? szal? jej waha?.

Noc cudów

Poród nadszed? niespodziewanie przed terminem, mimo, ?e podczas badania niespe?na tydzie? wcze?niej nie wykszta?ca?a si? jeszcze ?adna gotowo?? porodowa.  Obudzi?y mnie rano regularne skurcze co 15 min. trwaj?ce ok. 30 sek. Poniewa? dzie? by? pe?en zaplanowanych rzeczy postanowi?am spokojnie dzia?a? zgodnie z planem i poczeka? na rozwój sytuacji. W po?udnie przyjecha?a po?o?na, która te? orzek?a, ?e sytuacja rozwija si? bardzo powoli, a akcja mo?e si? jeszcze wyciszy?, trzeba wi?c obserwowa? uwa?nie rozwój wydarze? i na nic si? nie nastawia?.  Gdy wszystko z planu dnia zosta?o zrealizowane, m?? pojecha? po Ani?. Gdy zbada?a mnie ona ponownie mia?am zaledwie 2 cm rozwarcia po 13 godzinach regularnych nieustaj?cych skurczów. Zacz?li?my ?artowa?, ?e trzeba si? przygotowa? na d?ugi poród. Ale na ?artach si? sko?czy?o. Gdy ju? nie mia?am ?adnych innych obowi?zków ani zada?, gdy starsze dziecko by?o pod troskliw? opiek? zaprzyja?nionych s?siadów, mog?am wreszcie po prostu by?, a moje bycie zmierza?o szybkimi krokami do wydania na ?wiat nowego ?ycia.

Skurcze nasila?y si? co raz szybciej: wzrasta?a ich cz?stotliwo??, d?ugo?? i si?a. Co raz trudniej by?o mi uczestniczy? w rozmowach. Czu?am, ?e moje cia?o przejmowa?o mnie w posiadanie. Potrzebowa?am uwa?nie si? w nie ws?uchiwa?. Towarzyszy? mi jaki? szczególny rodzaj koncentracji, takiego skupienia, w którym jest i cisza i swoboda zarazem. Mi?dzy skurczami nie czeka?am na ból, tylko rozlu?nia?am si? maksymalnie my?l?c o tym, ?e gdyby poród rzeczywi?cie si? przed?u?a? to musz? zachowa? jak najwi?cej si?y. Tomasz pomaga? mi przez ucisk punktów w cz??ci krzy?owej kr?gos?upa. Czasami znosi?o to ból niemal zupe?nie, czasami go ?agodzi?o. Pomaga?a mi sama obecno?? m??a. Czu?am jego pe?ne gotowo?ci czuwanie i obecno?? w bezpo?redniej fizycznej blisko?ci. Ania co jaki? czas s?ucha?a t?tna dziecka. Nie musia?am do tego przyjmowa? pozycji le??cej (w przeciwie?stwie do KTG). Ca?y czas sta?am, chodzi?am, generalnie by?am w pionie i w ruchu. Miodem na moje uszy i serce sp?ywa?o, gdy Ania mówi?a ?Jest ju? 6 cm!

Najtrudniejsza faza przysz?a, gdy mia?am ju? du?e, ale niepe?ne rozwarcie i wielk? potrzeb? parcia. Powstrzymywanie parcia kosztowa?o mnie tyle wysi?ku co podtrzymywanie wodospadu. Wczepi?am si? w Tomka i za sugesti? Ani robi?am powolne d?ugie wydechy. Pomog?o te? wej?cie pod prysznic i polewanie krocza oraz do?u brzucha. Mia?am zamkni?te oczy, gdy w pewnym momencie Ania dotkn??a mego czo?a - poczu?am przyp?yw si? i otuchy. Usi?owa?am si? rozlu?nia? i bezg?o?nie mantrowa?am do siebie i do Male?stwa ?Otwieramy bramy, otwieramy bramy, nie wychodzimy, jeszcze otwieramy bramy..."  Wi?kszo?? czasu intensywnego porodu sp?dzi?am z zamkni?tymi oczami. Pomaga?o mi to wy??czy? my?lenie (nowa kora) i przestawi? si? na czucie (stary mózg - pie? i podwzgórze).

Trudno mówi? o czasie, poniewa? w?a?ciwie straci?am poczucie czasu. We wcze?niejszym etapie porodu by?am zaskoczona, ?e p?yn?? on szybciej ni? my?la?am. Drugi, intensywny etap porodu trwa? dla mnie chwilk?. W rzeczywisto?ci zegarowej by?o to 4 i pó? godziny. Mira urodzi?a si? kilka minut po pó?nocy. Gdy  Ania da?a mi sygna?, ?e mog? ju? prze?, poczu?am niemal wdzi?czno??. By?am w stanie jedynie wyj?? z wanny i ukl?kn?? ?na czworaka". T?tno dziecka zacz??o spada? (ale ja nie by?am tego ?wiadoma) i Ania przej??a zdecydowanym g?osem prowadzenie: ?Poprzyj, teraz rozlu?nij.." Sz?am za jej g?osem jak za sznurkiem po labiryncie bólu. Zmierza?am ku szcz??ciu, o którym wiedzia?am, ?e jest ju? bardzo blisko. Male?stwo wed?ug moich odczu? urodzi?o si? ju? po kilku sekundach. Zaburzenia t?tna wynika?y z tego, ?e dziecko by?o okr?cone p?powin?. Ania rozlu?ni?a j? i bu?k? do do?u przez tkanin? zacz??a masowa? i oklepywa? nasz skarb, aby przywróci? mi??niom odpowiednie napi?cie i skórze ukrwienie. Po chwilce, gdy wszystko wróci?o do normy, odwin??a dzidziusia i obwie?ci?a: córeczka! Us?ysza?am d?wi?czny ?miech Tomka. Cudowna niespodzianka, zw?aszcza, ?e spodziewali?my si? drugiego syna. Lekarz wykonuj?cy USG zastrzega? si? wprawdzie, ?eby nie bra? jego szacunków stuprocentowo. I w?a?nie w tym marginesie niepewno?ci pojawi?a si? nasza male?ka córe?ka. Kilka dni zaj??o nam wyczucie jakie imi? sobie przynios?a. Uda?o si? to odczyta? m??owi, który tul?c j? powiedzia?: ?Mo?e Mira? Ona z takim spokojem pojawi?a si? na ?wiecie." Oby Mira wnosi?a ten pokój w ?ycie swoje i innych.

W ci?gu kilku minut urodzi?o si? ?o?ysko, po czym przeszli?my na ?ó?ko w sypialni. Tuli?am male?k? i patrzyli?my na siebie z m??em przepe?nieni szcz??ciem - oto spe?nia?o si? to czego pragn?li?my. Jakie to uzdrawiaj?ce do?wiadczenie ?yciowe - marzysz i jest Ci dane. Byli?my we w?asnym gnie?dzie, razem z nowonarodzonym dzieckiem. Brak?o mi s?ów, ale te? nie potrzebowa?am s?ów. Chcia?am tylko By?.

Potem Tomasz przyniós? ?pi?cego Bruna od s?siadów. Nie chcia?am, aby by? on ?wiadkiem porodu, poniewa? nie wiedzia?am jak b?d? sobie radzi? z bólem. Nie chcia?am go wystraszy? swoim krzykiem. Teraz wiem, ?e to nie by?oby problemem, bo nie potrzebowa?am krzycze? w trakcie porodu. Ale by? mo?e obecno?? syna utrudni?aby mi zanurzenie si? w sobie. Trudniej by?oby mi wy??czy? my?lenie. Bruno obudzi? si? nad ranem s?ysz?c kwilenie ma?ej. Z zaspanej bu?ki bi?o zaciekawienie. Przytuli? si? do mnie i zacz?? porównywa? ró?nice mi?dzy rozmiarami swoich r?czek i r?czek siostry.  Pomy?la?am, ?e oto zdarza si? cud. Cud, który zdarzy? si? ju? miliardy razy na ?wiecie. Najpopularniejszy i zarazem najbardziej unikalny cud ?ycia. Diamentem, który na mnie czeka? by?o po prostu bycie w tym do?wiadczeniu. Poczucie jego si?y i si?y w?asnej.

sasakawa copy

GRI

sasakawa copy

jeden procent

raporty red

raporty red

zorganizuj pokaz filmu zielony

iconka zamow publikacje

kobiety mowia www

sasakawa copy

iconka lektury obowiazkowe