Fundacja Rodzić po Ludzku - Apeluj? o wi?cej ?yczliwo?ci

Apeluj? o wi?cej ?yczliwo?ci

 

Warszawa, 12. XII 2013

Ludzka ?yczliwo??

Chcia?abym si?gn?? do pocz?tków mojej historii pierwszej ci??y. Oboje z m??em zaraz po ?lubie,  zdrowi, szcz??liwi, aktywni zawodowo, towarzysko. Z?apali?my Pana Boga za nogi, pierwsze, upragnione dziecko w drodze! Za?o?enie by?o takie, ?e ci??a to nie choroba wi?c by?am aktywna zawodowo do tego stopnia, ?e wyjecha?am w egzotyczn?, zagraniczn? delegacj?.

Nied?ugo po powrocie okaza?o si?, ?e znika mi brzuch – co wszyscy bagatelizowali, zacz??am plami?. Na ostrym dy?urze w jednym z warszawskich, renomowanych (jak si? okaza?o pó?niej tylko z nazwy) szpitali ginekologiczno-po?o?niczych us?ysza?am, ?e dosz?o do poronienia zatrzymanego, t?tno p?odu niewyczuwalne. 15 pa?dziernik. 12 tydzie? ci??y, bez ?adnych bada?, tylko po USG i badaniu ginekologicznym w 6 tygodniu. Moja ówczesna ginekolog nie poprowadzi?a tej ci??y jak nale?y a mo?e to ja wielu rzeczy nie dopilnowa?am? Ci?gle s?ysza?am wokó?, ?e ci??a to nie choroba wi?c jak czu?am si? gorzej ignorowa?am te sygna?y. Na izbie przyj?? dano mi wybór zosta? na oddziale lub rano wróci? na zabieg. Chcia?am z m??em przep?aka? t? noc. W szoku, w ?zach, z bólem serca wrócili?my do domu. Nigdy nie zapomn? bólu tej nocy, bólu utraconego Marcela czy Marceliny.

Zgodnie z wytycznymi zg?osili?my si? rano na izb? przyj?? gdzie jeszcze raz przebadano dla potwierdzenia wieczornej diagnozy. Trafi?am na oddzia? ginekologiczny, gdzie przeprowadzono ze mn? wywiad i poinstruowano co b?dzie si? dzia?o.

Ma?o pami?tam kto ze mn? rozmawia? wówczas i co do mnie mówi?. Pami?tam jednak panie zalane ?zami na sali i panie mo?e pozornie pogodzone z losem, mo?e z wyboru w takiej a nie innej sytuacji. Na sali zabiegowej przerazi? mnie t?um bia?ych fartuchów a potem nie pami?tam nic. Wybudzi?am z narkozy ze z?amanym sercem. Nie poinstruowano mnie co b?dzie si? dzia?o z moim dzieckiem. Po zabiegu nie zajrza? ju? lekarz ani nawet piel?gniarka. M?? ca?y czas do mnie zagl?da?. Dostali?my informacj?, ?e ko?o godziny 17.00 mog? dosta? wypis i istnieje mo?liwo?? kontaktu z psychologiem. Wyrazili?my zainteresowanie spotkaniem ze specjalist?. Po 19.00 na obchodzie spotkali?my si? z dziwn? reakcj? personelu Co tu jeszcze robimy?. Oko?o 20.00 sama posz?am zapyta? w dy?urce czy psycholog dotrze, czy nie na spotkanie na co mi odpowiedziano, ?e chyba nie. Jeszcze bardziej oszo?omieni, poranieni wrócili?my do domu. Nast?pnego dnia chcia?am rozmawia? z wicedyrektor szpitala, nie dopuszczono mnie. Moim zamiarem by?o poinformowanie co zasz?o dzie? wcze?niej. Rejestruj?c si? natomiast na wizyt? do lekarza patologa i ginekologa us?ysza?am od pani w okienku, ?e takie rzeczy si? zdarzaj? – poronienia - jakby to dla mnie by?o oczywiste i takie normalne. ?al, ?zy, rozpacz to tylko niektóre emocje, które wtedy towarzyszy?y mi i mojemu m??owi. Po zabiegu dwa tygodnie sp?dzi?am w domu, z tego okresu nie pami?tam prawie nic.

Jak wróci?am do pracy us?ysza?am od jednej z kole?anek, ?e co niby takiego si? sta?o…Pod koniec grudnia mia?am ju? dosy? ?ycia, dosy? siebie, nie rozumia?am dlaczego m?? tyle nie p?acze co ja. Napisa?am do Pa?stwa Fundacji z pro?b? o pomoc. Rozsypa?am si? psychicznie, fizycznie, emocjonalnie.  Naszemu ma??e?stwu te? nie by?o ?atwo. Wszystkiemu towarzyszy?y sprawy zwi?zane z zakupem mieszkania. Szok po stracie dziecka by? tak du?y, ?e nie pami?tam tego okresu.

Wiem natomiast, ?e wszystko by?o na g?owie m??a. Od ko?ca grudnia do ko?ca lutego zacz??am co tygodniowe wizyty u pani psycholog. Bardzo wa?ne wizyty. Zacz??am sobie uk?ada? w g?owie to co si? wydarzy?o, zacz??am my?le? o nowym…Mi?dzy czasie jednak zacz??am wizyty u nowej pani ginekolog w tym „renomowanym” szpitalu. Niestety post?powanie pani doktor by?o bardzo ograniczone. T?umaczy?a to tym, ?e pierwsze poronienia to NIC TAKIEGO. Trudne to by?y wizyty i rozmowy, niezrozumia?e post?powanie. Dla mnie, z moim ?wiatopogl?dem, z moimi marzeniami bycia mam?, itd. strata dziecka to co? na co si? nie da przygotowa?, zrozumie?, z czym trudno si? pogodzi?. Z czasem mo?na nauczy? si? z tym ?y?. To jakby koniec jednej historii cho? zacznie si? zaraz druga, zacznie si? dosy? niespodziewan? diagnoz?…


W styczniu po sugestii ginekolog zg?osi?am si? na wizyt? do neurolog. Potrzeba ta by?a podyktowana coraz cz?stszymi bólami g?owy z towarzysz?cymi wymiotami. Dotyczy mnie migrena odziedziczona jak równie? wszystkie objawy usprawiedliwia?am z?ym stanem ogólnym po stracie male?stwa. Pod koniec lutego z centrum diagnostycznego przez telefon us?ysza?am przypadkow? rozmow?, ?e To ta pani z  guzem, a mo?e t?tniakiem mózgu. Nied?ugo potem zosta?a uruchomiona wszelka sie? kontaktów rodziny, znajomych z poleconymi lekarzami.

Szukali?my diagnozy do pocz?tku czerwca. W tym wszystkim interesowa?o mnie jedno, czy b?d? mog?a mie? dzieci. Dwukrotnie mi powiedziano, ?e mog?, ale ich nie zd??? wychowa? i jestem nieodpowiedzialna, ?e my?l? o ci??y. Do tej pory brz?czy mi to w uszach. Zaj?? si? mn? zespó? lekarzy ze szpitala Biela?skiego we wspó?pracy z  jednym z Profesorów ze Szpitala na Szaserów, w Warszawie. Zespó?, który uszanowa? mój cel – ch?? posiadania dziecka mimo, ?e diagnoza nie napawa optymizmem do tej pory. Dostali?my zielone ?wiat?o. Uda?o si?. Jeste?my w ci??y. Pod opiek? „renomowanego” szpitala i ww. zespo?u. Bezpiecznie. 


12 sierpnia. 10 tydzie? ci??y. Rozsadzaj?cy ból g?owy, ostre wymioty, mroczki przed oczami, k?opoty z wypowiedzeniem prostych s?ów, zaburzenia równowagi. Diagnoza? Prze?om nadnerczowy wywo?any upo?ledzonym funkcjonowaniem przysadki mózgowej. Wyszli?my z tego ca?o, dziecko i ja. Brak przep?ywu informacji mi?dzy mn? a, pani? ginekolog z „renomowanego” szpitala. Nast?pi? w mojej ?wiadomo?ci i realnych czynach koniec wspó?pracy z pani? doktor. Brak empatii, zainteresowania ze strony pani doktor, mimo, i? wcze?niej pyta?am czy podejmie si? prowadzenia ci??y z tak?, a nie inn? chorob? w tle. 12 wrze?nia kolejna wizyta na oddziale, kolejne nerwy…tak naprawd? towarzysz? mi wci?? bo ka?dy ból g?owy, silne wymioty nie wró?? dobrze. Przebywam obecnie na zwolnieniu lekarskim, nie wolno mi pracowa?. Mam si? oszcz?dza? ale nie nakazano le?e?. Uwa?a? na siebie i na dziecko. Szcz??liwie jestem w 28 tygodniu ci??y. Pami?tam ka?dy tydzie? tej ci??y, jak min?? 12 tydzie? ci??y, jak by?a rocznica straty pierwszego dziecka…


Dlaczego o tym wszystkim pisz?? Do tej pory, a? tak tego nie widzia?am. ?yjemy w czasach, kiedy to znaczysz co? je?li jeste? pi?kna, zadbana, chodzisz na szpilkach w ci??y, pracujesz w ci??y, wracasz po 2 tygodniach po?ogu do pracy, i to z tali? osy. Bo czy nie taki w?a?nie lansowanyy jest model kobiety ci??arnej, kobiety – matki w mass mediach?
Z drugiej za? strony s?ysz? od osób starszych: ci??a to nie choroba, kiedy? by?o trudniej, teraz wszystko jest w sklepach, kiedy? kobiety rodzi?y w czasie wojny, itp. Osoby, które kreuj? takie opinie, pogl?dy nie bardzo wiedz? co si? dzieje naprawd?. Na cztery dziewczyny, które w moim otoczeniu s? w ci??y tylko jedna z nich nie ma ?adnych komplikacji w czasie ci??y, nie mówi?c ju? o tym co si? dzia?o przed ci???. Wszystkie jeste?my m?ode jak na te czasy „bycia w ci??y „ – 28-32 lata. Gdzie znikn?? szacunek i ?yczliwo?? dla nas – dla kobiet w ci??y, o którym kiedy? s?ysza?am?

Nie powiem, do?wiadczam ?yczliwych spojrze?, komentarzy i s? ludzie, którzy ust?puj? miejsca w kolejce w aptece, sklepie, w tramwaju, itd. Staram si? wychodzi? codziennie z domu za?atwiaj?c przy tym drobne sprawunki. Nie chc? wszystkim obarcza? mojego m??a. Chc? jak ka?dy cz?owiek czu? si? potrzebna, by? w?ród ludzi, wiedzie? po ile s? np. moje ulubione jab?ka. Jednak trudno mi nie raz sta? w kolejce 20 minut po 20 dag twarogu, a je?li ju? stan? poza kolejk? jestem nara?ona na ostracyzm, niezrozumienie. Dotyczy to osób m?odszych i starszych. Nie widz? b?d? nie chc? widzie? kobiety w tzw. b?ogos?awionym stanie.

Maj?c z ty?u g?owy wszystko to co przesz?am w ostatnim roku trudno mi si? pogodzi? z tym jaki ma stosunek spo?ecze?stwo wobec kobiet w ci??y. Nie jest moim celem przedstawia? mojego ?yciorysu ka?dej osobie z kolejki. Podchodz? bez kolejki np. do kasy coraz cz??ciej. Walcz? o dobro swojego dziecka ale koszty emocjonalne s? dosy? du?e. Nie powinno tak by?. Ci??a trwa tylko 9 miesi?cy ale ci??a widoczna ju? tylko jakie? 6 miesi?cy. Nasze dziecko b?dzie cz??ci? spo?ecze?stwa. Zamierzamy uczy? nasz? córk?, ?e warto „widzie?”, to s? drobne czyny a tak potrzebne. 




Apeluj? o wi?cej ?yczliwo?ci wobec kobiet w ci??y.  Apeluj? zwi?kszenie ilo?ci oznacze?, miejsc pierwsze?stwa w miejscach publicznych –tj. kasy pierwsze?stwa, ust?p miejsca, przepu??, itd. Jeste?my w du?ej mierze wzrokowcami. Mo?e nie tylko warto by by?o o tym mówi? ale te? zwizualizowa? apel. 

W ci??y chc? by? pe?noprawnym cz?onkiem spo?ecze?stwa a  nie czu? si? wykluczon?.
Niech znieczulic?, ?le poj?t? asertywno?? zast?pi tak potrzebna ludzka ?yczliwo??.
B.K.

 

sasakawa copy

GRI

sasakawa copy

jeden procent

raporty red

raporty red

zorganizuj pokaz filmu zielony

iconka zamow publikacje

kobiety mowia www

sasakawa copy

iconka lektury obowiazkowe