Pod koniec lipca narazi? si? dyrektorowi, krytykuj?c przed ministrem Zembal? warunki panuj?ce na jego oddziale. Nast?pnego dnia zosta? zawieszony. Mimo obietnicy premier Kopacz, ?e pomo?e, nic si? do dzi? nie zmieni?o. Jednak doktor Janusz Malinowski nie ?a?uje swojego wyst?pienia.
Aktualizacja, 13.08.2015: Lekarz zosta? przywrócony na stanowisko.
Jak si? do Pana zwraca?? Ordynatorze, czy nadal jeszcze nie?
JANUSZ MALINOWSKI: Wspó?pracownicy tak do mnie mówi?. I pewnie b?d?, bez wzgl?du na to, czy zostan? przywrócony na stanowisko, czy nie. Pracuj?, chodz? do szpitala. Formalnie moje obowi?zki przej?? mój zast?pca. I ju? jest przera?ony, po kilku dniach. I my?li ju?, jak i?? na emerytur?. Staram si? mu pomóc. Nie mam ?alu do dyrektora, ?e mnie zawiesi?. Zrobi? to ze wzgl?dów presti?owych.
A co z premier Kopacz? Zapowiada?a interwencj?.
Rozmawiali?my. By?a bardzo sympatyczna, widzia?em, ?e chce mi pomóc. Tyle ?e niespecjalnie si? to na co? zda?o. To by?o takie spotkanie, na którym byli wszyscy ordynatorzy z Wroc?awia, mój dyrektor, jeszcze kilka osób ze szpitala. Pani premier wys?ucha?a, co mówi?em, zrozumia?a. Wnosi?a, ?eby mnie przywrócono na stanowisko. Jak wida?, nic z tego nie wynik?o. Ale to bez znaczenia. Wa?niejsze – obieca?a, ?e zrobi wszystko, ?eby ginekologia i po?o?nictwo sta?y si? priorytetowe, ?eby wi?cej osób mog?o przyj?? na rezydentury. W tym roku grozi?o nam, ?e tych rezydentur w ogóle nie b?dzie.
Dlaczego?
Bo ci, którzy podejmuj? decyzje, my?l? jeszcze starymi kategoriami. Kiedy?, w poprzednim systemie, kiedy aborcje by?y legalne, ginekologia by?a bardzo op?acalna. Mo?na by?o na niej dobrze zarobi?. Teraz nie ma jak, a odpowiedzialno?? spoczywaj?ca na lekarzach jest bardzo du?a. I nikt nie chce i?? na ginekologi?. Pani premier sama ma córk? ginekologa, wi?c musi zna? realia. Musi zdawa? sobie spraw? z tego, ?e polskie po?o?nictwo jest w kryzysie.
Ci?gle Pan to powtarza. Jest naprawd? a? tak ?le?
Lekarze boj? si? odpowiedzialno?ci. Boj? si? spraw s?dowych. Boj? si?, ?e je?li pope?ni? b??d, rzuc? si? na nich media. I odchodz? z zawodu. Ja mia?em szcz??cie, ?e przez 13 lat mojej ordynatury nie mieli?my ?adnej takiej g?o?nej sytuacji. Zdarza?y si? jakie? pomniejsze kryzysy, ale nic na tyle spektakularnego, ?eby patrzy?a na to ca?a Polska. Ten wielki nacisk mediów parali?uje. W tej chwili w polskim po?o?nictwie dzieje si? to, co ponad dwadzie?cia lat temu dzia?o si? w Stanach Zjednoczonych. Lekarze zacz?li ucieka? z ginekologii, coraz mniej chcia?o robi? t? specjalizacj?. Przez to sta?a si? droga, specjali?ci stali si? drodzy, ubezpieczenie równie?. To samo teraz mamy u nas. Tylko od lutego z mojego zespo?u odesz?o osiem osób. Zosta?o dwana?cie. I my w t? dwunastk? odbieramy ponad dwie?cie porodów miesi?cznie. Mam 14 rezydentów. Siedmioro jest poza szpitalem, w zwi?zku z urlopami macierzy?skimi. Troje w?a?nie sko?czy?o rezydencj? i s? tak przera?eni egzaminem, ?e nie wezm? ?adnego dy?uru. M?odzi lekarze uciekaj?. Znaj? j?zyki, s? wyszkoleni, wykszta?ceni, bez kompleksów. Wielu naszych ginekologów l?duje np. w Niemczech. Odesz?o te? dwóch specjalistów.
Dok?d?
Tam gdzie jest ?atwiej. To efekt ?le u?o?onej hierarchii p?ac. Bo w szpitalach, które wykonuj? najci??sz? robot?, przyjmuj? najtrudniejsze przypadki – jak nasz szpital – nie p?ac? lepiej. Wr?cz przeciwnie. Szpitale prowincjonalne bardzo cz?sto s? utrzymywane ze wzgl?dów presti?owych przez lokalne w?adze. I tam, ?eby pozyska? specjalistów, p?aci si? wi?cej. Wi?c moi lekarze wol? pojecha? do szpitala w Miliczu czy ?widnicy.
Odhaczy? swoje i mie? spokój?
Odb?bni? dy?ur, wzi?? pieni?dze, pojecha? na urlop i nie napracowa? si?. I ja nie mog? im tego zabroni?. Mog? prosi?, ?eby wzi?li dy?ur. I oni bior? przyzwoit? liczb?, ale ani jednego wi?cej ponad to, co musz?. Dosz?o do tego, ?e sam musia?em bra? dy?ury, z dnia na dzie?, noc po nocy. Tak samo jest w innych szpitalach, poza uniwersyteckimi, bo tam pracuje si? ze wzgl?du na presti? i karier?. Ja móg?bym zatrzyma? ludzi tylko pieni?dzmi, a tych nie mam. To dramatycznie wp?ywa na atmosfer? na oddziale. Na ginekologii w innym wroc?awskim szpitalu dzieje si? podobnie.
A Pa?ski oddzia??
Pierwszy raz od kilkunastu lat zacz?li?my si? bilansowa?. Odkry?em, ?e aby to by?o mo?liwe, trzeba przyj?? taktyk? japo?sk? – du?ego obrotu. W zesz?ym roku obs?u?yli?my ponad 3 tys. porodów. Gdyby?my mieli jeszcze jakie? 50, byliby?my na plusie. Ale ta moja koncepcja – robi? du?o, te? si? nie wszystkim podoba. Ludzie nie chc? ci??ko pracowa?.
Czyli co? Zamiast tego Pa?skiego „obrotu” pacjentkami – szybkich przyj?? i wypisów – zleca si? niepotrzebne badania ju? przyj?tym, ?eby d?u?ej trzyma? je w szpitalu?
Tego nigdy nie robili?my. Ale mo?na starannie grupowa? procedury. W Warszawie kobiety wychodz? do domu 24 godziny po porodzie. Je?li dziecko ma ?ó?taczk?, wypo?ycza si? ze szpitala lampy do na?wietlania, a rejonowa po?o?na przychodzi mierzy? poziom bilirubiny. A u nas jest asekurantyzm. Trzyma si? pacjentki dot?d, a? poziom bilirubiny we krwi dziecka spadnie. Te dzieci nie s? leczone intensywnie. Nie dostaj? kroplówek ani nic innego. Na?wietlane s? niebieskim ?wiat?em. ?arówk? mo?na kupi? w sklepie. Wsz?dzie na ?wiecie kobiety wychodz? do domu prosto z porodówki. Nawet ksi??na Kate. U nas tego nie mo?na zorganizowa?.
Do tego wszystkiego, na czas remontu zamkn?? si? oddzia? po?o?niczy w szpitalu na Brochowie.
No w?a?nie. Zwali?o si? na nas wszystko. Dzisiaj na przyk?ad wypisa?em 9 pacjentek, a 12 kolejnych czeka?o na miejsce. I one le?? w jednym pokoju w prowizorycznych warunkach. Ludzie maj? pretensje, wy?ywaj? si? na nas. My nie jeste?my winni. S?ysz? potem: „Móg? pan odes?a? pacjentk? gdzie? indziej”. Nie jest to takie proste. Ja uwa?am, ?e lepiej j? przyj??. Niech urodzi, nawet w prowizorycznych warunkach, ale pod opiek? personelu, a nie gdzie? na przystanku czy w taksówce. To si? te? nie wszystkim podoba?o. Mia?em tego do??. No i nadarzy?o si? to spotkanie z ministrem zdrowia.
Na które poszed? Pan z przypadku. Tak Pan przynajmniej mówi?.
Poszed?em, bo chcia?em. Ale by?em naiwny. My?la?em, ?e to b?dzie spotkanie, na którym podyskutuj? eksperci. O tym, jak jest, jak by? powinno i co mo?na zrobi?. Tymczasem to by? festiwal sukcesu.
A Pan wszed? i popsu? atmosfer?.
Okaza?em si? g?upi. Gdybym by? cwany, powiedzia?bym, ?e bardzo si? ciesz? z sukcesów naszej medycyny, a przy okazji chcia?em zwróci? uwag? na to, ?e istnieje te? problem po?o?nictwa. I pewnie by to przesz?o.
Zamiast tego, wyrwa? si? Pan do mikrofonu i zacz?? krytykowa?.
Najpierw sprowokowa? mnie przedstawiciel marsza?ka województwa. Chwali? si?, ?e obni?yli?my ?miertelno?? oko?oporodow? na Dolnym ?l?sku o 4 promile. Obni?yli?my. Tylko „my”, a nie „on”. Ci??k?, okropn? prac?. Potem us?ysza?em, ?e nie ma potrzeby tworzenia nowych miejsc na po?o?nictwie, bo liczba porodów spada i b?dzie spada?. Niedawno budowali?my nowy szpital we Wroc?awiu. I móg? tam powsta? nowoczesny oddzia? po?o?niczy. Ale uznano, ?e nie trzeba.
Jednocze?nie ci?gle alarmuje si?, ?e dzietno?? spada, spo?ecze?stwo si? starzeje i ?e grozi nam kryzys demograficzny.
A nasze porodówki, je?li by to porówna? do hoteli – bo szpital to nic innego jak hotel ?wiadcz?cy wyj?tkowe us?ugi – s? takimi dwugwiazdkowymi motelami.
Ale z pokojami z ?azienk??
Nie, ?azienka jest wspólna, na korytarzu. A kobiety potrzebuj? czego? innego. Jak przyszed?em na stanowisko ordynatora, to papier toaletowy pacjentka nosi?a ze sob?. A wie pani, jak ci??ko by?o zmusi? personel, ?eby puka?, jak wchodzi do pokoju?
Pracuj? z kobietami 45 lat. Sp?dzi?em wiele nocy z rodz?cymi. Wiem, jak s? dzielne, ile musz? wycierpie?. M?ska po?owa naszego spo?ecze?stwa ma to gdzie?, nie rozumie problemu po?o?nictwa. I to jest nie w porz?dku. Kobietom nale?? si? godniejsze warunki.
Tylko tu znowu rozbijamy si? o pieni?dze.
W zesz?ym roku, który? ju? raz, by?em w Stanach Zjednoczonych, kilkadziesi?t kilometrów od Dallas. I widzia?em tam dwa szpitale – jeden komunalny, drugi baptystów. Ka?dy z nich obs?uguje po?ow? moich porodów, i ka?dy ma trzy razy wi?cej przestrzeni ni? mój. Ka?da porodówka jest z ?azienk?, ka?dy pokój jest z ?azienk?. Jest poczekalnia, nie jak u nas – korytarz. S? eleganckie fotele, wyk?adzina dywanowa, kawa. A co my mamy? Frustracja pacjentów bierze si? ju? z tych warunków na dzie? dobry. Wchodz? i od razu czuj? si? ?le. I my, lekarze, te? czujemy si? ?le.
Nazwa? to Pan skandalem.
Mo?e nie trzeba by?o. Ale ja uwa?am, ?e to jest skandal i ?e tak nie powinno w dzisiejszych czasach by?. Jest to nie w porz?dku i jest to niegodne. I st?d moje wyst?pienie na spotkaniu z ministrem. Doszed?em do wniosku, ?e skoro zebra?o si? takie grono, to trzeba waln??, powiedzie? o problemach. Komu innemu, je?li nie w?asnemu szefowi? Ale nie wiedzia?em, ?e to wywo?a tak? burz? i ?e zostanie wykorzystane politycznie, ?e stan? si? wi??niem s?owa. Us?ysza?em nawet zarzuty, ?e jestem sabota?yst? i ?e po to przyszed?em na to spotkanie, ?eby je zniszczy?.
Za kar? zosta? Pan zawieszony w pe?nieniu obowi?zków. Przeczyta?am gdzie?, ?e dyrektor pa?skiego szpitala powiedzia?, i? „musi Pan odpocz??”. Odpoczywa Pan?
W zasadzie czuj? ulg?. Spad?a ze mnie ta ca?a odpowiedzialno??, któr? mia?em na sobie przez ostatnie kilkana?cie lat. Ordynator jest koz?em ofiarnym. Musi podejmowa? setki decyzji dziennie. Ci?gle z nimi jest – w pracy, przy obiedzie z rodzin?, ?pi z nimi. A jak przydarza si? wpadka, to ordynatora rzuca si? na po?arcie. Teraz ta odpowiedzialno?? spocz??a na moim koledze. Ja mam taki pó?urlop. Przychodz? do pracy, robi? wizyt? na oddziale, wypisuj? pacjentki ze szpitala i id? do domu.
Polscy ginekolodzy i po?o?nicy w wi?kszo?ci s? bardzo dobrymi specjalistami. Owszem, pope?niaj? b??dy, ale b??dy si? zawsze zdarzaj?. Nie da si? ich unikn??. A w warunkach, w których funkcjonujemy my, ginekolodzy, zdarzaj? si? cz??ciej. Tylko to nie ordynatorzy, nie lekarze odpowiadaj? za te warunki, a decydenci na górze – ministerstwo i system s?u?by zdrowia. Ale to ordynatorzy s? stawiani pod pr?gierzem. I stoj? bezradni. Ja ich doskonale rozumiem. I rozumiem, dlaczego nie potrafi? si? wyt?umaczy?.
Bo nie maj? co powiedzie?? Bo musieliby wyst?pi?, jak Pan?
I boj? si?. Dzia?aj? na zasadzie: ciszej b?dziesz, dalej dojdziesz.
Wi?c jeste?my skazani na to, ?e nic si? nie zmieni?
Patrz?c, jak zosta?em potraktowany, my?l?, ?e droga do zmian jest bardzo daleka. Bo ja nic z?ego nie chcia?em. Nikomu nie chcia?em zrobi? krzywdy, nikogo nie chcia?em spostponowa?. Chcia?em jedynie pokaza?, ?e jest problem.
I oczekiwa? Pan, ?e minister Zembala, lekarz, który sam pracowa? niemal?e partyzancko w zespole prof. Religi, ten problem zrozumie?
Tak. Oczekiwa?em, ?e zrozumie ten problem.
Powiedzia? Pan o nim: „Zirytowa? mnie ten cz?owiek”. Bo nie rozumie s?u?by zdrowia?
On jest dobrym kardiochirurgiem. Ale chyba nie wie, co to jest poród i ile cierpienia znosz? kobiety.
Taki jest chyba ogólnie klimat resortu zdrowia. Kilka dni temu zast?pca ministra Zembali, wiceminister Cie?lukowski, wyrazi? swoje zdanie o znieczuleniach dla rodz?cych. Cytuj?: „Nie mo?e by? to czynno?? wykonywana na zamówienie”. I doda?, ?e w pewnych sytuacjach mo?e to by? niezb?dne, ale nie powinno by? powszechne.
Nie mo?e by? tak, ?e decyzj? o znieczuleniu ma podejmowa? lekarz, ?e odbiera si? rodz?cej mo?liwo?? wyboru. Dlaczego nie pozwala si? jej zdecydowa? samej, czy jest w stanie wytrzyma? ból, czy nie? Czy ma rodzi? naturalnie, czy przez cesarskie ci?cie? Ma woln? wol?. I powinna mie? prawo wyboru. Dlaczego chce si? je odbiera??
?eby rodz?ca nie podejmowa?a z?ych decyzji, powodowana np. strachem?
Tylko, ?e pacjentka i tak si? boi. I powodowana tym strachem przychodzi ze skierowaniem do cesarki, które jest naci?gane. I wie o tym i sama pacjentka, i lekarz, który to skierowanie wystawia, i ginekolog, który je przyjmuje. I wszyscy udaj?, ?e wszystko jest w porz?dku. Tak jest codziennie. W zesz?ym roku wykonali?my 1,2 tys. ci?? cesarskich. Codziennie od trzech do pi?ciu. Za du?o. Z powodów, o których wspomina?em. To si? nie op?aca nikomu. Ani lekarzom, ani szpitalowi, ani NFZ-owi, ani pa?stwu. A przede wszystkim – pacjentce. Ale to si? dzieje. Tak nie powinno by?.
S?dzi Pan, ?e w lepszych warunkach by?oby mniej cesarek?
W przyzwoitych, na pewno. Samo wn?trze zmusza cz?owieka do okre?lonego zachowania. Pacjentki najcz??ciej prosz? o cesark?, bo po prostu si? boj?. I ta porodówka, taka jaka jest, im nie pomaga. Ja czasem bawi? si? w misj? i próbuj? t?umaczy?, ?e cesarka nie jest najlepszym wyj?ciem, bo ka?de kolejne ci?cie to ryzyko powik?a?. I ?e nie wiadomo, co b?dzie w przysz?o?ci. Czy b?dzie mia?a raka szyjki macicy, jajnika, czy t? macic? trzeba b?dzie wyci??. B?d? zrosty, b?dzie ?atwiej o uraz p?cherza, jelita, itp. O tym si? nie mówi. Ja mówi?, za co te? cz?sto obrywam i czytam hejt w internecie. Bo mog? mówi?, ?e cesarka jest niepotrzebna, ?e nie ma przeciwwskaza? do naturalnego porodu, przekonywa?. Ale pacjentka pójdzie wtedy do innego lekarza po to skierowanie, o którym ju? wspomina?em. I ja wiem, ?e to jest humbug, bzdura, ale nic z tym nie mog? zrobi?. Na zachodzie skierowania do ci?? cesarskich ze wskaza? okulistycznych stanowi? poni?ej 1 proc. U nas to 10 proc. O czym to ?wiadczy? ?e si? tego nadu?ywa.
Wracaj?c do znieczule?. W lipcu wesz?y nowe przepisy odno?nie ich stosowania. S?dzi Pan, ?e co? zmieni??
Nie, chocia? wprowadzenie tych regulacji samo w sobie jest dobre. Ale tu znowu potrzeba pieni?dzy. Bo trzeba zatrudni? anestezjologów. W Anglii jest stowarzyszenie anestezjologów po?o?niczych, którzy zajmuj? si? tylko tym. Ja nie mam anestezjologa przydzielonego na sta?e. Jak ma czas – przyjdzie. Jak jest na dy?urze – ju? nie zawsze. ?ebym móg? znieczula?, musia?bym mie? mo?liwo?ci, których nie mam.
Ginekologia w Polsce jest niedofinansowana?
Bardzo. Kolejny problem to miejsca i pracownie. Kiedy? mieli?my do dyspozycji dwa i pó? pi?tra, teraz mie?cimy si? na jednym, a wykonujemy t? sam? robot?. W Polsce wybudowano 120 pracowni do koronarografii. Mo?na by je wykorzystywa? te? w po?o?nictwie. Robi? to tylko nieliczne szpitale – szpital w Lublinie i chyba mój. I to tylko dlatego, ?e przypadkiem trafi?em na prac? z Harvard Medical School o wykorzystywaniu technik ?ródnaczyniowych do zapobiegania krwotokom przy porodach. Spróbowali?my tej techniki na pacjentce z przoduj?cym ?o?yskiem. I robimy to teraz stale, nagminnie. To jest doskona?a technika. To jest doskona?e dzia?anie profilaktyczne.
To dlaczego pozosta?e 118 pracowni si? marnuje? Dlaczego tego typu zabiegi nie s? rutynowe?
Bo my, jako szpital, na tym tracimy. Ka?dy taki zabieg idzie w nasze d?ugi, bo nie jest refundowany przez NFZ. By?by, gdyby rozlicza?a go chirurgia naczyniowa, ale ginekologia nie ma jak. Musia?bym mie? tak? pracowni? u siebie. Musia?bym zatrudni? radiologa zabiegowego i tak dalej. Nie rozumiem tego. I tym bardziej uwa?am, ?e szpital, który buduje si? w?a?nie we Wroc?awiu, powinien mie? oddzia? po?o?niczy z prawdziwego zdarzenia, ?eby mo?na by?o tam robi? takie zabiegi. Gdzie by?by neurochirurg, który uratowa?by pacjentk? z udarem, gdzie by?by interdyscyplinarny zespó? specjalistów. A on nie ma ginekologii wcale.
W Polsce bardzo ma?o kobiet umiera przy porodach. Najcz??ciej przyczyn? jest zator t?tniczy albo ci??ki krwotok. Gdyby na ka?dym oddziale by?y te pracownie, powik?a? by?oby jeszcze mniej. Kiedy? wycinali?my dwie, trzy macice rocznie. Dzisiaj nie wycinamy wcale, albo jedn?, je?li embolizacja si? nie uda.
I przynosi Pan tymi swoimi eksperymentalnymi zabiegami straty szpitalowi.
Tak przynosz?! Uratowali?my wiele kobiet. Embolizujemy te? w przypadku raka szyjki macicy. W bardzo zaawansowanym stadium nie mo?na zrobi? ju? nic. Narz?dy wewn?trzne s? bardzo zniszczone przez nowotwór, praktycznie w rozpadzie. I je?li dojdzie do p?kni?cia naczynia, to pacjentka si? wykrwawia na ?mier?. Jedynym sposobem na przed?u?anie jej ?ycia jest embolizacja tych naczy?. Zdarzaj? si? cudowne przypadki. Raz przywieziono pacjentk? w zaawansowanym stadium raka, która mia?a 2,5 grama hemoglobiny, umiera?a. Wydawa?o mi si?, ?e jest bez szans. Kole?anka, która mia?a dy?ur, zrobi?a jej embolizacj?, transfuzj?. Przychodz? rano po dy?urze, pewny, ?e pacjentka nie ?yje. A ona siedzi na sali i je ?niadanie. I to s? takie w?a?nie spektakularne przyk?ady.
Ale si? o nich nie mówi.
Bo dotyczy to zwyk?ych ludzi.
Jak to zmieni??
Nie wiem. Nie mam poj?cia. Za szkolenie rezydentów szpital nie dostaje ?adnych pieni?dzy. Sami rezydenci dostaj?, ale bardzo ma?e. Wi?c jak tylko lizn? troch? ginekologii, ?eby zarobi? na utrzymanie, id? do prywatnych przychodni, w których maj? du?o wy?sze stawki ni? w szpitalu. I niech pani ?ci?gnie stamt?d kogo? na dy?ur. Nie ma jak. Ale te? ja nie mog? mie? do nich o to pretensji. I czasem bior? te dy?ury sam.
To mo?e te? powinien Pan rzuci? to wszystko i zarabia? na prywatnej praktyce?
?eby si? z niej utrzyma?, musia?bym by? takim fajnym facetem, który wszystko na ?yczenie pacjentce za?atwi, cokolwiek ona chce, bez wzgl?du na to, czy s?u?y to jej zdrowiu, czy nie. Tylko wtedy to nie jest medycyna, a gang. Ja si? do tego nie nadaj?. Pewnie móg?bym sobie dorobi? do tej swojej emerytury w jakiej? przychodni. Ale mi szkoda szpitala. Dopóki jestem zdrowy, dopóki pacjentki korzystaj? z mojego do?wiadczenia, chc? robi? to, co robi?. W poniedzia?ek by?a u mnie pacjentka, której ojca odbiera?em. A teraz jemu rodzi si? wnuk. Czyli obs?uguj? ju? trzecie pokolenie w tej rodzinie. Jestem podpisany pod dziesi?tkami tysi?cy porodów w tym mie?cie. Dlatego te wszystkie emocje wokó? mojej wypowiedzi s? dla mnie takie odleg?e i trudne do zrozumienia.
A nie chcia?by Pan zacz?? dzia?a? jako polityk? W ten sposób próbowa? zmienia? system?
Po tym moim wyst?pieniu nawet mia?em telefony z propozycjami kandydowania na senatora, ale nie traktuj? ich powa?nie. Gdyby mia?a pani czarodziejsk? ró?d?k? i chcia?a mianowa? mnie ministrem zdrowia, nie podj??bym si?. Bo tu gdzie si? nie obróci?, jest problem. Anestezjolodzy, to jedno. Ale brakuje te? piel?gniarek. Pracuj? za ci??ko, za zbyt niskie pensje. Brakuje po?o?nych. U nas w szpitalu to akurat zosta?o bardzo m?drze rozwi?zane, bo powsta?a fundacja, dzi?ki której pacjentki mog? wynajmowa? po?o?ne indywidualnie. Ale to nie jest rozwi?zanie systemowe. A powinno by?. Pieni?dze id? na ró?ne inne rzeczy. Mamy wspania?e galerie handlowe, wspania?e stadiony, autostrady. Kobiety cz?sto przyje?d?aj? do szpitala w?a?nie tymi autostradami, luksusowymi samochodami. I musz? rodzi? w hotelu o standardzie, który nie spe?nia ich oczekiwa?, którego si? wstydz?. To wszystko jest bardzo niedemokratyczne. Medycyna jest bardzo niedemokratyczna.
Bo ci, którzy maj? ju? stanowiska, skupiaj? si? na ich pilnowaniu, a minister na tym, ?eby by? jedynk? na li?cie w wyborach parlamentarnych?
To wszystko jest niepowa?ne. Ja jeszcze powiedzia?em w tym moim wyst?pieniu, ?e kobiety stanowi? 50 proc. elektoratu. To chyba w?a?nie pana ministra oburzy?o najbardziej. Ale to jest fakt.
Skutek jest taki, ?e Pan sobie nagrabi?. My?li Pan dzisiaj: „Po co mi to by?o”?
Nie. My?l?, ?e powinienem by? to zrobi? sprytniej. ?e teraz by?bym m?drzejszy. Ale ja ju? jestem starszy pan. Dzisiaj jestem, jutro mo?e mnie nie by?. Przynajmniej co? po mnie zostanie. Trzeba co? zmieni?. Wsz?dzie o tym mówi?, wsz?dzie si? nara?am. Dzisiaj trzeba zapewni? kobietom wi?cej komfortu. Po to, ?eby wiedzia?y, ?e jak pójd? rodzi?, spotkaj? si? z godnym przyj?ciem i godnymi warunkami. I to trzeba zrobi?. Taka jest rola pa?stwa. I ja nie wiem, dlaczego si? tego nie rozumie i dlaczego si? mnie hejtuje w internecie, ?e nagle sobie przypomnia?em i robi? sobie lans. Mam gdzie? ten lans. Nie o to mi chodzi. Ja wszystko w ?yciu zawdzi?czam kobietom i dlatego jestem im co? winien. Tyle.
Autorka: Izabela Smoli?ska
?ród?o: Kulisy24 (klik)